Dom projektowany rodzinnie

Tekst i stylizacja: Dorota Morawetz Zdjęcia: Witold Górka

Niewiele zajęć tak wiąże ze sobą rodzinę jak wspólne projektowanie, budowanie i urządzanie domu. Zwłaszcza gdy trwa to wiele, wiele lat.

Budowanie i urządzanie domu zajęło państwu Grażynie i Juliuszowi Margolinom prawie dziesięć lat. Gospodarz każdego roku przez trzy miesiące remontował mieszkania w Anglii. Zarobione tam pieniądze wystarczały na kontynuowanie przedsięwzięcia, a dzięki zdobytym doświadczeniom prace wewnątrz budynku mógł wykonywać sam.

Zanim kupili działkę pod Krakowem, wiedzieli, że projekt przyszłego domu powierzą zaprzyjaźnionemu architektowi Piotrowi Drozdowi. Budynek ma dość nietypowy kształt - litery T. Uwagę zwraca w nim wysoki na dwie kondygnacje hol, który łączy kuchnię z salonem. Na piętro, gdzie znajdują się pokoje gospodarzy oraz córki Alicji, prowadzi reprezentacyjna klatka schodowa. Ściany i podłoga holu i klatki stanowią znakomite tło dla kolorowych kilimów. Większość to zdobycze z targów staroci; jeden z nich trafił tu nawet z giełdy kwiatowej - zachwycona i zdeterminowana pani Grażyna dosłownie wyciągnęła go spod siedzącego na nim sprzedawcy. Barwne są tu zresztą nie tylko kilimy, ale również same ściany. Na początku wszystkie były białe - gospodarze woleli pozostawić neutralny kolor, nie wiedząc jeszcze, jak wykończą dom. Dopiero w trakcie urządzania podejmowali decyzje co do barw, które w naturalny sposób zaczęły "wypełniać" wnętrze.

Każde pomieszczenie ma swój odrębny, charakterystyczny klimat. W salonie mieszają się ze sobą współczesne meble i antyki. Studio nagrań, w którym pan domu oddaje się swojemu hobby - komponowaniu - jest bardzo nowoczesne. Ascetyczny salonik zwany przez domownikom japońskim zdobią skrzydła autentycznego parawanu z Kraju Kwitnącej Wiśni, a wokół stolika zamiast krzeseł są rozłożone wprost na podłodze poduszki.

Wspólnym konikiem właścicieli, często goszczących na giełdzie staroci w Bytomiu, jest pomysłowe przerabianie starych mebli i przedmiotów. I tak na przykład wejście do salonu zdobią fragmenty wiekowej szafy. Inne sprzęty doskonale sprawdzają się w zupełnie nowych rolach, między innymi kufer, który służy jako stolik. Pana Juliusza oprócz muzyki i budownictwa fascynują też stare zegary. Wszystkie okazy z jego kolekcji nadal działają. Największy z nich, stojący w holu, jest duszą domu. Za zakończenie przeprowadzki domownicy zgodnie uznali moment, gdy zegar został uroczyście ustawiony na nowym miejscu.

W tym domu tradycja łączy się z nowoczesnością w sposób bezkonfliktowy i niewymuszony. Pewnie dlatego, że urządzano go bardzo spontanicznie. Jedynymi pomysłodawcami i wykonawcami (oprócz zaprzyjaźnionego stolarza, który zrobił meble kuchenne) byli domownicy. Wspólna praca scementowała rodzinne więzi.

Skomentuj:

Dom projektowany rodzinnie