Przestrzeń w roli głównej

Wojciech Stasiak

Na jednej z podwarszawskich działek stanął dom, który w rzucie może przypominać gwiazdę. Trzy tworzące go bryły rozchodzą się niczym promienie – od centralnego tarasu w stronę ogrodu i granic posesji, emitując wokół siebie energię i radość mieszkańców zadowolonych z nowego życia.

Przestrzeń w roli głównej
Przestrzeń w roli głównej
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

Metryka budynku

Projekt: architekt Mateusz Zajkowski, pracownia Z3Z Architekci
Powierzchnia użytkowa domu: 270 m2
Powierzchnia działki: 1600 m2
Mieszkańcy: małżeństwo z dwojgiem dzieci

-----

To było najbardziej intensywne 14 miesięcy w moim życiu...głosił sms od właścicielki, próbującej na potrzeby tego artykułu pozbierać wspomnienia z niedawnej inwestycji. Co ciekawe, w jej przeżyciach nie było właściwie żadnych traumatycznych zdarzeń, jakie opisywaliśmy przy okazji niektórych realizacji prezentowanych na naszych łamach. A jednak w budowie pierwszego domu bywa często coś mocno stresogennego, pełnego emocji i poświęceń. Najważniejsze, by ostatecznie okazało się, że było warto.

Prawie jak z filmu

W filmie „Żona dla Australijczyka” polski Australijczyk przylatuje do kraju przodków szukać wybranki. Tym razem było zupełnie inaczej, ale efekt podobny. Polka, pani Magdalena, przybywa do Kraju Kangurów, poznaje tam pana Stevena, w przestrzeń między nimi wdaje się chemia i oboje ostatecznie lądują nad Wisłą, gdzie wiodą szczęśliwe życie jako mąż i żona. 

Steven wychował się i mieszkał w domu jednorodzinnym, więc trudno się dziwić, że od początku nie wyobrażał sobie innego lokum dla swojej rodziny niż wolno stojący budynek, otoczony ogrodem. Dom to wolność, radość i świat, z czym w pełni zgadzała się Magdalena, choć nigdy wcześniej tego rodzaju przyjemności na stałe nie zaznała. Oboje zaczęli jednak od mieszkania w warszawskim bloku, przy polach mokotowskich, czyli dużym, parkowo-rekreacyjnym założeniu, który może przypominać namiastkę ogrodu. Stopniowo przymierzali się mimo wszystko do realizacji dalszych planów, które nieodmiennie zaczynały się od znalezienia odpowiedniej posesji.

– Działki szukaliśmy bardzo długo, a najważniejsza była dla nas lokalizacja – opowiada właścicielka. Przeglądali oferty z różnych podmiejskich okolic stolicy, ale tak naprawdę interesowały ich tereny położone za południową granicą miasta oraz na zachód od Wisły, czyli nieźle skomunikowane z dzielnicą Mokotów, gdzie pracowali, i z rejonem, gdzie mieszkają rodzice Magdaleny. Jeśli dodamy do tego zieleń i spokój, to tereny eksploracji oznaczały przede wszystkim Powsin, Konstancin, ewentualnie Zalesie.

Ostatecznie trafiło na lokalizację między tą pierwszą a drugą miejscowością. – Wiosną 2017 roku udało się znaleźć miejsce, które spełniało prawie wszystkie kryteria odnośnie lokalizacji, a na dodatek działka była na tyle duża, że mogliśmy zrealizować na niej nasze największe marzenie dotyczące formy, czyli postawić dom parterowy – przyznaje Magdalena. Nie było sensu zbyt długo się zastanawiać nad decyzją, zwłaszcza że coraz bardziej zaczął liczyć się czas, bo w trakcie długotrwałych poszukiwań na świat przyszło pierwsze dziecko, a drugie właśnie było w drodze. – Mieliśmy ambitny plan, żeby wybudować dom do czasu mojego powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim – mówi Magdalena.

 

Jeden dom, ale w trzech częściach, swego rodzaju minikolonia podzielona zgodnie z funkcjami, zapewnia skuteczne oddzielenie od siebie części dziennej, prywatnej i gospodarczej
Jeden dom, ale w trzech częściach, swego rodzaju minikolonia podzielona zgodnie z funkcjami, zapewnia skuteczne oddzielenie od siebie części dziennej, prywatnej i gospodarczej
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
Jak zauważają architekci, dzięki rozczłonkowaniu bryły na trzy części można – przebywając w jednym ramieniu – patrzeć na drugie, odchylone pod kątem. Zapewnia to nietypową opcję oglądania domu z zewnątrz... będąc w środku
Jak zauważają architekci, dzięki rozczłonkowaniu bryły na trzy części można – przebywając w jednym ramieniu – patrzeć na drugie, odchylone pod kątem. Zapewnia to nietypową opcję oglądania domu z zewnątrz... będąc w środku
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

Zwycięstwo w parterze

Gdy myślimy o domu parterowym, zazwyczaj przychodzi nam na myśl jedna bryła o dachu tradycyjnym lub płaskim, może nieco rozczłonkowana, może z patiem w środku, albo z dostawionym garażem… Ale żeby zaraz tworzyć niemalże parterowe mini-osiedle?

– Początkowo byliśmy zdeterminowani, żeby znaleźć gotowy projekt w internecie – relacjonują właściciele. – Jest tego naprawdę dużo i zwykle są to przemyślane koncepcje pod kątem planowania przestrzeni w środku. Niestety, wybór domów parterowych był ograniczony i nie mogliśmy znaleźć nic, co by nam się podobało. Jednak surfowanie po necie na coś się przydało – przywiodło właścicieli działki na strony biura Z3Z Architekci, prowadzonego przez Mateusza Zajkowskiego. Ciekawą architekturę na ekranie postanowili skonfrontować z rzeczywistością. – Przyszliśmy na pierwsze spotkanie z pomysłem w głowie na projekt indywidualny, jednak nie myśleliśmy o podziale na trzy skrzydła – wspomina pani Magdalena.  – To wyszło najprawdopodobniej z naszych długich wywodów na temat tego, jak ma wyglądać codzienne życie w tym domu. Okazało się, że trafiliśmy na architektów, którzy naprawdę nas wysłuchali i wzięli na poważnie zaprezentowane potrzeby. Pierwsza koncepcja pana Mateusza to był już właściwie strzał w dziesiątkę! 

A właściwie trzy strzały, każdy oddany z innej strony. Widać to najlepiej na rzucie albo z lotu drona. Powstał projekt, w którym z trzech różnych kierunków zbiegają się promieniście do środka trzy skrzydła, każde o innej funkcji: dziennej, prywatnej i gospodarczej. Owym środkiem jest łącznik-przedsionek, z którego wiodą drogi do poszczególnych skrzydeł, a którego swego rodzaju przedłużeniem jest podłużna strefa tarasowa, z efektownie skadrowanym widokiem na ogród. Wszystkie trzy bryły intrygująco dialogują ze sobą na temat nowoczesności, wyrażonej m.in. poprzez silne zgeometryzowanie form, otwierających się wielkimi przeszkleniami na ogród i okolice – oraz na temat przywiązania do tradycji, mocno zaznaczonej gęstym pokryciem części elewacji drewnem i konsekwentnie powtarzaną dwuspadowością dachów.

– Na szczęście miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego był dla nas łaskawy – przyznaje architekt, Mateusz Zajkowski. – Nie zawierał zapisów, które by nas ograniczały, zwłaszcza że przyjęliśmy założenie stworzenia domu z dachem dwuspadowym, który jest forsowany w planach na większości terenów naszego kraju. Zagadnieniem do opanowania była tylko powierzchnia biologicznie czynna działki, która przy niedużej posesji i domu parterowym czasem może ograniczyć wielkość zabudowy, ale udało się sprostać tym wymaganiom bez uszczerbku dla funkcjonalności.Gdy jeden z gości właścicieli oglądał realizację już po jej ukończeniu, będąc pod wrażeniem układu i rozplanowania całości, nazwał  ją „gwiazdą” – i właśnie pod takim mianem dom widnieje dziś na stronach pracowni Z3Z Architekci.

– Szczerze mówiąc nie jestem pewna, kto użył tego określenia – śmieje się Magdalena. – Mogę się tylko domyślać. Nam ta realizacja zawsze bardziej przypominała śmigło z lotu ptaka, ale umówmy się, że to przecież nie nazwa jest w tym wszystkim najważniejsza.

Dom został dosłownie otoczony i wypełniony jesionem. Widzimy go zarówno na wewnętrznym tarasie...
Dom został dosłownie otoczony i wypełniony jesionem. Widzimy go zarówno na wewnętrznym tarasie...
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
...jak i na tym, wieńczącym salon. Znajdziemy go też na wielu elementach wewnątrz
...jak i na tym, wieńczącym salon. Znajdziemy go też na wielu elementach wewnątrz
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

(Nie) spokojna budowa

Wiosną Magdalena i Steven sfinalizowali kupno działki, podpisali umowę na projekt domu z Z3Z i rozpoczęli prace. Na początku na działce o powierzchni 1600 m2 trzeba było rozebrać pozostałości starych fundamentów sprzed piętnastu lat. Na ich miejscu, w październiku pojawiły się fundamenty całkiem nowe, wylewane pod nową realizację. Dom nie miał podpiwniczenia, co znacznie ułatwiło i przyspieszyło prace.

Właściciele zdecydowali się na prowadzenie inwestycji metodą gospodarczą, z udziałem różnych wykonawców. – W trakcie budowy ogólnie wszystko zagrało – ocenia architekt. – Zostali zatrudnieni całkiem profesjonalni wykonawcy i pojawił się inspektor budowy pochodzący z rodziny inwestora, mający nieprzeciętną wiedzę o budownictwie oraz duże doświadczenie. Widzieliśmy też chęć konsultacji problematycznych rozwiązań z nami, architektami. Na szczęście nie były potrzebne żadne zasadnicze zmiany projektowe, choć szczegóły realizacji niektórych elementów lekko modyfikowaliśmy, uwzględniając sugestie wykonawcy. W efekcie budynek został wzniesiony dokładnie tak, jak chcieliśmy.

A co z wyjątkowo intensywnymi miesiącami, o których wspominała właścicielka? Faktycznie, zjawił się jeden drobiazg, i to dosłownie, który mocno wpłynął na przebieg wypadków. Otóż pomiędzy kupnem placu a budową na świat przyszło drugie dziecko

– Jeśli chodzi o inwestycję, myślę, że mieliśmy dość standardowe problemy, – przyznaje Magdalena. – Musieliśmy oczywiście pójść na kilka czy kilkanaście kompromisów, ale nie w najważniejszych dla nas kwestiach. Chcieliśmy jednak wszystko nadzorować, więc przyjeżdżałam na budowę praktycznie codziennie. A że byłam na urlopie macierzyńskim, więc brałam ze sobą moją malutką córeczkę.

Budowlane starania przyniosły efekt. Bez trzęsień ziemi, po ledwie kilkunastu miesiącach, w grudniu 2018 r. cała czwórka wprowadziła się do swojego wymarzonego lokum.

Ciepło i ekonomicznie

Przygodę z eksploatacją własnego domu Magdalena i Steven rozpoczęli od wysokiego „z”, czyli od zimy, która zawsze weryfikuje wiele rozwiązań, zwłaszcza dotyczących energooszczędności budynku. Ta zaś stanowiła dla całej projektującej ekipy – wliczając w nią inwestorów – ważny element. Co prawda zimy już nie te, co kiedyś, ale i tak to i owo da się podczas nich zauważyć.

– Od samego początku chcieliśmy, żeby dom był energooszczędny i tani w eksploatacji – przyznają właściciele. – Został więc bardzo dobrze ocieplony, zaizolowany, ma też „pancerne” trzyszybowe okna. Zależało nam, by uniknąć strat energii.

Zgodnie z wyliczeniami architekta, pod tynkiem obu obiektów mieszkalnych znalazł się wysokiej jakości styropian o grubości 20 cm, a tam, gdzie na elewacjach pojawia się drewno, zastosowano tej samej grubości wełnę (wełna pojawia się również jako izolacja dachów). Zadbano nawet o parametry cieplne trzeciego budynku, gospodarczego, w którego ściany włożono podobnej grubości izolację termiczną. Nie jest to w żadnym razie marnotrawstwo materiałów, bo w tym obiekcie, obok dominującego garażu i kotłowni, mieści się także gabinet pracy oraz jedna z dwóch garderób.

– Inwestorom rzeczywiście zależało na energooszczędności, ale przyznam, że nie miało to większego wpływu na większość rozwiązań, ponieważ wszystkie domy projektujemy pod tym względem w podobny sposób – zdradza architekt.

W kwestii ogrzewania wnętrz zdecydowano się na wodną instalację podłogową. Za komfortową temperaturę wody użytkowej odpowiada ogrzewanie gazowe i piec CO.

– Braliśmy bardzo poważnie pod uwagę montaż pompy ciepła – opowiadają właściciele. – Liczyliśmy jednak na wszystkie możliwe sposoby i wyszło nam, że jeśli działka ma dostęp do miejskiego gazu, to inwestycja w pompę zwróci się dopiero w kolejnym pokoleniu.

Kwestię energooszczędności domyka działająca wentylacja z rekuperacją. Być może wkrótce dołączony zostanie do niej cooler,  czyli moduł schładzający powietrze w gorące dni. W planach jest także montaż paneli fotowoltaicznych, wspomagających bilans energetyczny budynku.

– Wszystko jest przygotowane do ich podłączenia – tłumaczą gospodarze. – Co jakiś czas pojawiają się programy dopłat do tego typu inwestycji i zamierzamy z nich skorzystać. Niestety, gdy budowaliśmy dom, gmina nie przyjmowała już nowych aplikacji o dotacje.

A jak te wszystkie istniejące rozwiązania spisały się poprzedniej zimy? – Bardzo dobrze. Dom okazał się bardzo ciepły – odpowiadają właściciele. 

Jesion trafił również na elewacje, gdzie wspólnie z pokrytymi łupkiem dwuspadowymi dachami ciekawie kontrastuje z elementami architektury modernistycznej.
Jesion trafił również na elewacje, gdzie wspólnie z pokrytymi łupkiem dwuspadowymi dachami ciekawie kontrastuje z elementami architektury modernistycznej.
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
Fragment bramy garażowej, której „drewniana” płaszczyzna jest zlicowana z domem
Fragment bramy garażowej, której „drewniana” płaszczyzna jest zlicowana z domem
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

Jesion w roli głównej

Idąc ze swoją pierwszą wizytą do biura Z3Z, Magdalena i Steven mieli już jasno sprecyzowane wymagania odnośnie domowych wnętrz. Wiedzieli, czego chcą, a to stanowi zawsze dobry punkt wyjścia do projektowych zmagań. – Mieliśmy bardzo przemyślane oczekiwania co do funkcji domu i rozkładu pomieszczeń – opowiadają. – Chcieliśmy np. mieć w środku jak najwięcej światła i to jak najdłużej w ciągu dnia. Nie było to wcale takie proste, bo rano słońce pojawia się od strony wjazdu a nie tarasu. Zależało nam też, żeby z kuchni widać było jak najwięcej ogrodu, aby małe dzieci mogły spokojnie przebywać na dworze same, ale żeby jednak nie spuszczać ich z oka. Ważne było również to, żeby pralnia znajdowała się blisko naszych sypialni, a nie tak, jak często w polskich domach – obok kotłowni czy garażu. Chcieliśmy także, żeby gabinet zlokalizowany był w punkcie jak najbardziej oddalonym od pokojów dzieci. Takich wytycznych było jeszcze więcej. Zanim powstał dom, „chodziliśmy” palcem po kartce papieru, próbując wyobrazić sobie różne codzienne sytuacje. I możemy powiedzieć, że wszystko jest tak, jak miało być.

Czyli w gruncie rzeczy jest bardzo prosto i logicznie. Wchodząc przez drzwi wejściowe, trafiamy do przedsionka. Stąd możemy udać się do strefy prywatnej (wypełnionej sypialnią gospodarzy, dwoma pokojami dzieci, dwiema łazienkami, pralnią i garderobą), albo gospodarczej (czyli przez drugą garderobę wejść do garażu, a z niego do kotłowni, ewentualnie korytarzem z przedsionka dostać się do gabinetu, stanowiącego integralną część budynku gospodarczego), lub części dziennej, z obszerną, wspólną przestrzenią salonu, jadalni i kuchni (nad którą umieszczono niedużą antresolę, wyłożoną miękką wykładziną – będzie tam bawialnia dla dzieci).

Po kilku krokach ów centralny przedsionek rozwija się we wspominany na początku taras, stanowiący niemal organiczną część wnętrz. Od środka domu oddziela go co prawda duże przeszklenie, ale wystarczy krok w lewo, za narożnik, by trafić na tarasowe drzwi i zasiadać do porannej kawy z wiatrem we włosach. Wrażenie włączenia tarasu do wnętrz potęguje jego częściowe zadaszenie, a także wtłoczenie go między część dzienną a prywatną – oraz oryginalny pomysł na sufit.

Wykonano go z bardzo nietypowego materiału wnętrzarskiego, czyli blachy na rąbek stojący,  poprowadzonej „jednym pociągnięciem” od drzwi wejściowych aż po koniec zadaszenia tarasu, czyli aż po błękit ogrodowego nieba, podkreślając spójność i „wspólność” tej części domu. Za podział i kształt wnętrz oraz ich wystrój odpowiadają architekci z  pracowni Z3Z. Niemniej jednak, jak mówią: – Koncepcję wnętrza tworzyliśmy w ścisłej współpracy z inwestorami, dostosowując nasze pomysły do ich wytycznych i aranżując ich koncepcje do projektu – wspomina Mateusz Zajkowski. – Zazwyczaj tak właśnie działamy, czyli całość projektowania od murów po meble odbywa się w porozumieniu obu stron. Oczywiście później niektóre rozwiązania właściciele dostosowują już do swoich aktualnych potrzeb.

We wnętrzach części dziennej królują spokojne, geometryczne podziały oraz jasna kolorystyka. Są takie jak wszystkie trzy bryły widziane z zewnątrz – uporządkowane, klarowne, i nieprzeładowane detalami. – Lubimy proste meble, ale sprzęty stanowią u nas raczej dodatki, a główną rolę gra przestrzeń – mówią właściciele. – Jednocześnie uwielbiamy design, istnieje mnóstwo stylów i mebli, które nam się podobają i pewnie na przestrzeni lat będziemy sporo zmieniać. Również dlatego mamy bardzo mało zabudowy stałej.

Można by rzec, że ramy tej przestrzeni wykonane są z drewna. Sporą część elewacji wyłożono bowiem gęsto tym tradycyjnym materiałem, nie żałując go także na tarasach, podłogach części dziennej, w aplikacjach zabudowy kuchennej czy w łazienkach. Wszędzie sięgnięto po dość rzadko występujący w rodzimych domach jednorodzinnych gatunek – jesion. – Jestem bardzo zadowolony, że inwestorzy zdecydowali się na to szlachetne drewno – komentuje architekt. – Czy łatwo je było wkomponować w nowoczesną stylistykę? Tworzenie modernistycznych form przy użyciu naturalnych materiałów to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w naszej pracy. Staramy się to robić we wszystkich naszych projektach.

 

Taras wewnętrzny dzięki lokalizacji między bryłami domu jest częściowo osłonięty od widoku sąsiadów, wiatru i deszczu. Jego zadaszenie pokryto blachą na rąbek stojący, przechodzącą do środka domu, aż do wewnętrznego przedsionka
Taras wewnętrzny dzięki lokalizacji między bryłami domu jest częściowo osłonięty od widoku sąsiadów, wiatru i deszczu. Jego zadaszenie pokryto blachą na rąbek stojący, przechodzącą do środka domu, aż do wewnętrznego przedsionka
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
Z opisu projektu: „Na końcu pokoju dziennego usytuowano kozę, która podtrzymuje wrażenie przenikania się wnętrza z zewnętrzem i tym samym materiałem wychodzi ze środka na zewnątrz. Jakby stała gdzieś pomiędzy – granice wyznacza jedynie szkło wokół niej. Za nią znajduje się drugi taras, bardziej kameralny.”
Z opisu projektu: „Na końcu pokoju dziennego usytuowano kozę, która podtrzymuje wrażenie przenikania się wnętrza z zewnętrzem i tym samym materiałem wychodzi ze środka na zewnątrz. Jakby stała gdzieś pomiędzy – granice wyznacza jedynie szkło wokół niej. Za nią znajduje się drugi taras, bardziej kameralny.”
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
Kolejne miejsce, w którym tylko duże przeszklenie oddziela wnętrza od tego,  co dookoła domu, czyli w tym przypadku przedsionek od długiego tarasu – wrażenie podkreślono sugestywnym kadrem na fragment ogrodu
Kolejne miejsce, w którym tylko duże przeszklenie oddziela wnętrza od tego, co dookoła domu, czyli w tym przypadku przedsionek od długiego tarasu – wrażenie podkreślono sugestywnym kadrem na fragment ogrodu
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

O czym szumią brzozy?

Jesiony stukają we wnętrzach (gdy się po nich chodzi), a w ogrodzie szumią sobie brzozy. – Wokół domu mamy brzozy, bo kochamy je o każdej porze roku – twierdzi Magdalena. – Posadziliśmy też dużo różnych rodzajów traw, co miało nawiązać do ogrodów z rodzinnych stron Stevena.

Zieleń wokół budynków ma przede wszystkim spełniać funkcje przynależne tej strefie działki, czyli relaksować, nie przytłaczając swoją formą i nie komplikując egzystencji mieszkańcom. – Ogród z założenia miał być bardzo prosty – zdradza Magdalena. – Chcieliśmy zachować jak najwięcej wolnej przestrzeni dla dzieci. A ponieważ teren jest naprawdę spory, a mój mąż bardzo lubi zajmować się ogrodem, to myślę, że co roku będziemy sobie coś dodawać.

Właściciele zajęli się nim osobiście już pierwszej wiosny, po zimowej przeprowadzce, ale projekt powstał znacznie wcześniej, a prace nad uporządkowaniem terenu i wytyczeniem miejsc nasadzeń trwały równolegle z budową.  Wszystkim zajmowała się zaprzyjaźniona kielecka firma Equador, projektująca i tworząca tereny zielone. – Wdrażanie projektu w życie w trakcie trwania budowy było dla chłopaków z Kielc nie lada wyzwaniem– relacjonują właściciele. – Nam przyniosło to jednak dużą ulgę w momencie wprowadzania się. Mamy spore okna i bałagan na działce odebrałby sporo frajdy z rozpoczęcia nowego życia. Plan na najbliższy rok to ogródek warzywny i minisad. A potem? – A potem zobaczymy – kończą gospodarze.

Słusznie. Gdy już zamieszkało się w swoim domu, dobrze zaprojektowanym i wygodnym, warto przejść z trybu „inwestycja” na tryb „normalne życie”. Dom wprawdzie stanowi piękne centrum, o które trzeba nieustannie dbać, ale nie można zapominać, że dopiero z tego miejsca rozchodzą się drogi we wszystkie świata strony.

Niemal całą bryłę zawierającą część dzienną wypełniono otwartą, jasną przestrzenią, która zaczyna się kuchnią z obszerną wyspą-barkiem, po czym przechodzi w jadalnię i salon, sąsiadujący z mniejszym tarasem
Niemal całą bryłę zawierającą część dzienną wypełniono otwartą, jasną przestrzenią, która zaczyna się kuchnią z obszerną wyspą-barkiem, po czym przechodzi w jadalnię i salon, sąsiadujący z mniejszym tarasem
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci
Podobnie jak w pozostałych wnętrzach, tak i w łazienkach (tu jedna z dwóch przeznaczonych dla domowników, usytuowanych w części prywatnej) królują funkcjonalność, współczesne wyposażenie, jasne barwy i obowiązkowa domieszka jesionu
Podobnie jak w pozostałych wnętrzach, tak i w łazienkach (tu jedna z dwóch przeznaczonych dla domowników, usytuowanych w części prywatnej) królują funkcjonalność, współczesne wyposażenie, jasne barwy i obowiązkowa domieszka jesionu
Fot. Marcin Mularczyk, Z3Z Architekci

Zdaniem właścicieli

Położenie naszej działki w pełni się sprawdza. Odległość do pracy na warszawskim Mokotowie jest spokojnie do pokonania nawet rowerem. Mamy blisko do przedszkola, szkoły i sklepów, a jednocześnie dookoła jest cicho i znajdujemy się na uboczu. Latem na granicznych działkach rosną pola słoneczników. Jest idealnie. Wielkość domu jest w sam raz. Wykorzystaliśmy jego przestrzeń bardzo dobrze. Być może mogłoby być jeszcze trochę więcej szaf, bo szafy w domu to podstawa. Ale mamy też strych, który używamy jako schowek. Co się nam najbardziej podoba w tej realizacji? Przede wszystkim jesteśmy bardzo zadowoleni z postawienia domu parterowego. Taki pomysł sprawdza się genialnie przy maluchach. Cały dom to ich plac zabaw, jeżdżą po nim nawet na rowerach ;) Mam wrażenie, że w Polsce ludzie decydują się często na dom później, może myśląc że dopiero w jakimś (zaawansowanym) momencie życia i kariery będą mieli czas zająć się ogrodem. Może boją się tych dodatkowych obowiązków przy domu, kiedy dzieci są małe? Nam tymczasem chodziło głównie o dzieci. Chcieliśmy, żeby spędzały jak najwięcej czasu na powietrzu i ostatnia wiosna oraz lato pokazały, że ten plan się sprawdza. Ogród na razie nie wymaga dużo pracy, za to grabienie liści jesienią stanowiło ulubione zajęcie weekendowe naszych pociech, więc mamy nadzieję, że będzie to wspólne rodzinne przedsięwzięcie. Wiosną zaczynamy przygodę z ogródkiem warzywnym. Małe rączki też będą sadzić i pielić :) 

Zdaniem architektów

Dobrze zrozumieć potrzeby właściciela

Wsłuchiwanie się w potrzeby inwestora i ich realizacja to jedne z najważniejszych umiejętności, jakie powinien mieć architekt. To nasze priorytety. Pracę nad tym projektem wspominamy bardzo dobrze, ponieważ dość sprawnie i szybko wpadliśmy na – jak się później okazało – świetne pomysły podziału budynku na trzy bryły i układu w promienistych powiązaniach. Wstępna koncepcja okazała się strzałem w dziesiątkę, a dalsze jej dopracowywanie sprowadzało się właściwie do kosmetycznych zmian. Takie projekty lubimy najbardziej. Fakt, że jeden z inwestorów jest Australijczykiem, nie miał dużego wpływu na proces projektowania. Jeśli już, to na pewno pozytywny. Nasza pracownia lubi robić rzeczy niecodzienne, a im bardziej nietypowy projekt, tym tworzymy go z większą pasją. Pracowaliśmy już dla obcokrajowców, (np. dom na Słowacji dla słowackiej rodziny), i za każdym razem indywidualnie podchodzimy do potrzeb inwestorów, starając się unikać schematycznego myślenia. Jak się jednak okazuje, potrzeby ludzi z różnych krajów odnośnie domu są bardzo zbieżne.Towarzyszyliśmy oczywiście właścicielom w trakcie budowy. Detale rozwiązań wielu elementów budynku nie są standardowe, co przy pozostawieniu wykonawcy samego sobie mogłoby skutkować ich upraszczaniem. Priorytetem jak zawsze było to, żeby budynek finalnie został wzniesiony zgodnie z projektem. I tak się stało. 

Skomentuj:

Przestrzeń w roli głównej