Dom na słońce i niepogodę

Tekst Andrzej Markowski, zdjęcia Joanna Siedlar

O domu warto rozmawiać jak najwcześniej, nawet wtedy, gdy marzenia o nim są jeszcze całkiem mgliste. To najlepszy czas na dyskusje, wzajemne przekonywanie się i ewentualne zmiany decyzji. A potem... będzie już tylko radość, że wszystko się udało.

Zanim stali się właścicielami domu, państwo Tomaszewscy przebyli drogę dobrze znaną wielu naszym czytelnikom. Przez wiele lat wynajmowali mieszkanie - najpierw o powierzchni dwudziestu kilku metrów kwadratowych, potem przenieśli się do lokalu dwukrotnie większego. Choć nie czuli się pokrzywdzeni przez los, wciąż brakowało im przestrzeni, świeżego powietrza, spacerów wśród drzew i przejażdżek rowerem po polnych drogach.

Z czasem coraz lepiej rozumieli, że tych atrakcji nigdy nie zapewni im warszawski blok i jego najbliższa okolica.

Bardzo też chcieli mieć dużego psa, który w mieszkaniu nie czułby się przecież dobrze.

Dlatego postanowili rozejrzeć się za niedrogą działką w okolicach Warszawy, na której mogliby zbudować pierwszy własny dom.

Dom obmyślony w każdym szczególe

Rozmawiali o domu i planowali go od dawna, jeszcze zanim pojawiła się możliwość realizacji tego zamysłu. Przeglądali fachowe pisma, odwiedzali wystawy budowlane i salony meblowe. Wyobrażali sobie, jak będzie wyglądać ich życie, kiedy w końcu w domu zamieszkają. Analizowali własne potrzeby i przyzwyczajenia. Zadawali sobie pytania o to, ile czasu będą spędzać w kuchni, gdzie powinni przechowywać ubrania, po której stronie umocować w przedpokoju wieszaki na kurtki i płaszcze, a gdzie kłaść (a może wieszać?) klucze. W końcu doszli do wniosku, że najbardziej odpowiadałby im dom parterowy, który ułatwia rodzinną integrację (mieli już dwie córki w wieku szkolnym), nie wymaga uciążliwego biegania po schodach i, jak wyliczyli, będzie tańszy w budowie.

Mieli sporo szczęścia, bo udało im się w stosunkowo niedługim czasie znaleźć odpowiadającą im działkę w odległości 30 km od centrum Warszawy. Była nie tylko położona w pięknej okolicy, lecz i bardzo zadbana. Wzdłuż przebiegającej koło niej drogi rosło wiele starych, dorodnych dębów, a dwa piękne okazy znajdowały się także na kupionej posesji.

Po dom - tylko do kobiety

Kiedy zakończyły się formalności z zakupem działki, przyszedł czas decyzji związanych z projektem i budową. Państwo Tomaszewscy uznali, że ich wyobrażenia o domu najlepiej zrozumie kobieta. Sądzili, że właśnie kobieca wrażliwość i intuicja mogą okazać się najbliższe oczekiwanym przez nich klimatom. Dlatego właśnie rozpoczęli poszukiwanie kobiet architektów. W tym celu przeglądali strony internetowe rozmaitych pracowni architektonicznych. Wytypowali kilka z nich, a potem po serii spotkań zdecydowali się zlecić zaprojektowanie domu architekt Lidii Kitkiewicz.

Zaraz na początku spotkało ich pierwsze, ale zarazem chyba jedyne rozczarowanie - okazało się, że licząca 1000 metrów kwadratowych działka nie pozwala na wzniesienie parterowego budynku o założonym przez właścicieli rozbudowanym programie wnętrza. Gdyby chcieli go w pełni zrealizować, musieliby w znacznym stopniu ograniczyć przestrzeń ogrodu, który w ich planach miał być ściśle powiązany z architekturą budynku. A poza tym okazało się, że również córki nie wyobrażają sobie domu bez poddasza! Tak więc kształt rodzinnej siedziby musiał ulec zmianie.

W rezultacie powstał dom z mieszkalnym poddaszem, garażem na dwa samochody i usytuowanym nad nim pomieszczeniem użytkowym. Charakter wnętrza tworzy otwarta przestrzeń z dużą ilością dziennego światła. Wrażenie wzmacniają okna balkonowe bez firanek i zasłon, rozświetlające zarówno część parterową, jak i poddasze - od frontu i od ogrodu. Sporą rolę odgrywają też liczne okna połaciowe.

Centralnym punktem wnętrza domu jest bardzo duża kuchnia z aneksem jadalnym. Właśnie w niej koncentruje się życie mieszkańców. Na środku umieszczono rodzaj bufetu, którego blat może służyć do przygotowywania i spożywania posiłków. W szufladach oraz schowkach znalazły miejsce utensylia kuchenne, część zastawy stołowej, serwetki i obrusy. "Wyspowy" charakter kuchni umożliwia sporządzającej jedzenie pani domu swobodne kontaktowanie się z członkami rodziny i odwiedzającymi gośćmi. Z kuchni prowadzą wejścia do głównych pomieszczeń parterowej części budynku - salonu, jadalni, pokoju rodzinnego i holu, a także na taras równy szerokości domu, stanowiący naturalne przedłużenie jego wnętrza.

Kuchnia wraz z pokojem rodzinnym i sypialniami na poddaszu stanowią ściśle prywatną część domu. Salon połączony z jadalnią i holem pełnią funkcje reprezentacyjne.

Program całości uzupełnia taras, na który można wejść z salonu i jadalni oraz z kuchni i pokoju gościnnego. Doprowadzone tu instalacje wodna i elektryczna, zainstalowany na stałe grill, zadbany ogród i lubiący towarzystwo gospodarze - wszystko to tworzy wyjątkowo sprzyjające warunki do miłego spędzania czasu. Wiedzą o tym liczni bywający tu goście oraz przyjaciele domu.

Dom zaplanowany z głową

Właściciele obawiali się, że układ wnętrza i konstrukcja budynku, a także jego duża kubatura, wpłyną negatywnie na koszty ogrzewania. Dlatego szczególnie zadbali o ocieplenie domu. Ściany zbudowano z dwóch warstw muru, pomiędzy którymi znajduje się izolacja ze styropianu. Od strony zewnętrznej położono jeszcze dodatkową cienką warstwę styropianu i całość wykończono tynkiem akrylowym. Drewniana więźba dachowa została przykryta dachówką cementową. Ułożono pod nią paroprzepuszczalną folię, a następnie warstwę waty szklanej, którą chroni od spodu folia paroizolacyjna osłonięta od wnętrza płytami gipsowo-kartonowymi.

Aby obfite przeszklenia nie psuły zanadto tej solidnej bariery przed zimnem i kaprysami aury, wybrano okna o potrójnych szybach (pełniące też funkcje ochronne dzięki wysokiej odporności na uderzenia) oraz szczelne drzwi. Solidne ocieplenie okazało się skuteczne. Właściciele podkreślają, że zapobiegliwość się opłaciła - płacą za ogrzewanie domu tyle samo co ich znajomi zamieszkujący budynek mniejszy o 100 m2. Gospodarze przewidująco zadbali też o to, aby rozległy podjazd nie został podtopiony przez deszcze, jak to niedawno stało się u ich sąsiadów. Rynny wpuszczono więc w ziemię i połączono z rurami kanalizacyjnymi, którymi nadmiar deszczówki jest odprowadzany do osobnych zbiorników (kręgi bez spoin i bez betonowego dna). W celu zmniejszenia kosztów budowy, a także zgodnie z przekonaniem, że miejscowe wyroby nie muszą ustępować produktom zachodnim - państwo Tomaszewscy do wykończenia wnętrz używali jedynie materiałów wyprodukowanych w Polsce. No, może z wyjątkiem włoskiej terakoty, którą wyłożone są pomieszczenia na parterze.

- To był ukłon w stronę Italii, której jesteśmy miłośnikami - mówią. - Chcieliśmy, żeby coś z tamtych klimatów przeniknęło do naszego domu. Podłogi są ogrzewane, więc połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. A poza tym taka nawierzchnia świetnie się sprawdza, kiedy ma się w domu dużego psa.

Wnętrza domu pełne kobiet

Wnętrze rodzinnej siedziby, ogólna kolorystyka i dobór mebli to domena pani domu. Przeważają jasne barwy oraz "ekologiczne" materiały - skóra, drewno i trochę wyrobów z metalu. Proste w konstrukcji, bezpretensjonalne meble spełniają określoną funkcję estetyczną i w równym stopniu służą wygodzie mieszkańców. Z tej jednolitej koncepcji wyłamują się tylko pokoje córek, którym rodzice pozostawili całkowitą swobodę w urządzaniu "prywatnych" włości.

* * *

Gospodarze podkreślają, że zawsze ze zdumieniem słuchają narzekań, jakim to koszmarem jest budowa i związane z nią problemy.

- Dla nas to była pasjonująca przygoda i wielkie, codzienne święto. Realizowaliśmy przecież krok po kroku nasze marzenia - mówią, z uśmiechem żegnając nas na progu swojego domu.



Dom jednorodzinny parterowy, z użytkowym poddaszem, murowany

Autor projektu: Lidia Kitkiewicz

Powierzchnia użytkowa: 300 m2

Powierzchnia działki: 1000 m2

Mieszkańcy: dwie osoby dorosłe, dwoje dzieci i dwa psy

Skomentuj:

Dom na słońce i niepogodę