Duży mały dom

Tekst: Andrzej Markowski

Miejski dom jest zwykle mniejszy i ciaśniejszy niż wiejska posiadłość. Nie znaczy to jednak, że trzeba rezygnować z przestronnych i jasnych wnętrz czy z radości płynącej z posiadania ogrodu.

Jeszcze niedawno dom w zabudowie szeregowej, w którym dziś mieszkają nasi gospodarze, składał się z dwóch kondygnacji mieszkalnych, tradycyjnej piwnicy oraz typowego strychu, o łącznej powierzchni około 200 m2.

Głęboka piwnica służyła wyłącznie do przechowywania węgla, kartofli, a także zbędnych lub rzadko używanych przedmiotów. Na parterze znajdowały się trzy pokoje, kuchnia i spiżarka. Na piętrze - pokoje sypialne oraz łazienka.

Zgodnie z epoką

Historię tego budynku można uznać za typową dla przedwojennego budownictwa warszawskiego. Wzniesiony w latach trzydziestych dwudziestego wieku na niedużej żoliborskiej parceli miał służyć swoim mieszkańcom przez dziesiątki lat, zapewniając im skromne, ale wygodne lokum i towarzystwo podobnych kulturowo sąsiadów. Jednak w czasie wojennego bombardowania został poważnie uszkodzony. Odbudowany po wojnie w pierwotnym kształcie, przez wiele lat trwał, stopniowo tracąc dawny urok i czekając na lepsze czasy.

Przed kilku laty jego nowi właściciele postanowili dostosować przedwojenny dom do wymogów współczesności. Wiązało się to z przebudową anachronicznego układu wnętrz i zasadniczą zmianą przeznaczenia dawnych kondygnacji gospodarczych (piwnicy i poddasza), przy dążeniu do zachowania oryginalnego charakteru jego architektury.

Właściciele byli zdecydowani wyburzyć niemal wszystkie ściany działowe, zmierzając do stworzenia jednorodnej, otwartej na ogród przestrzeni.

Taką ogólną dyspozycję przekazali architektowi Wojciechowi Hermanowiczowi (prywatnie zaprzyjaźnionemu z domownikami), któremu powierzyli pieczę nad przebudową, dając zarazem swobodę w realizacji tego zamysłu.

Trudności przebudowy

Jak to zwykle bywa przy pracach remontowych, w ich trakcie natrafiono na niespodziewane trudności i właściciele stanęli przed koniecznością zbudowania starego domu niemal od nowa. Okazało się bowiem, że podczas powojennej odbudowy, gdy ważny był przede wszystkim dach nad głową nie zaś literalne przestrzeganie norm budowlanych i zasad dobrej roboty, dopuszczono się wielu rozmaitych zaniedbań. Najbardziej spektakularnym ich przejawem były nietrzymające pionów ściany. W rezultacie trzeba było wyburzyć zarówno te, które były zbędne, jak i te, które miały pozostać. Wymieniono też wszystkie instalacje, okna oraz podłogi. Pokryto tytanową blachą dach. Aby uzyskać maksimum wolnej przestrzeni, wyburzono dawną klatkę schodową, która w ocenie projektanta i właścicieli zabierała zbyt dużo cennej powierzchni domu.

Dopiero po wykonaniu powyższych prac można było przystąpić do kształtowania nowego wyglądu wnętrza.

Podziemna rewolucja

Dawna, typowa piwnica została przekształcona w pomieszczenie gospodarczo-rekreacyjne. Jest tu obszerna garderoba ze ścianą wyłożoną lustrem, która pozwoliła odciążyć przestrzeń wokół wejścia do domu. Jest też dobrze wyposażone pomieszczenie pralni połączone z tzw. brudną kuchnią umożliwiającą przygotowywanie czasochłonnych posiłków oraz ułatwiającą zmywanie większej liczby naczyń. Znalazło się także miejsce na schowek i piwniczkę na wino. W centralnej części piwnicy zaprojektowano siłownię.

Starania o przestrzeń

Wejście do budynku prowadzi przez jedyne otwierane w klasyczny sposób drzwi. Wszystkie pozostałe są rozsuwane, podobnie jak wszystkie okna. Przesuwne są również oryginalne przesłony ze szklanych tafli mlecznej barwy, pełniące funkcje zasłon.

- To jeden z zabiegów, dzięki którym wnętrza zyskują przestrzeń. A to w tych stosunkowo niewielkich i płytkich pomieszczeniach ma szczególne znaczenie - tłumaczy projektant.

Kondygnacja parteru tworzy zgodnie z założeniami jedną całość. Od drzwi wejściowych otwiera się rozległy widok przez hol, salon na taras i dalej w głąb ogrodu.

Schody prowadzące na piętro, tak jak dawniej, znajdują się w osi podłużnej budynku. Tyle, że zyskały dodatkowe zadania. Odsłonięte, pozbawione schronienia klatki schodowej, bez poręczy, zakończone u swego szczytu przeszklonym podestem, w przeciwieństwie do nieforemnego, zbyt dużego pierwowzoru nie tylko pełnią funkcję użytkową, lecz są także efektownym, dekoracyjnym elementem wnętrza.

Po ich prawej stronie znajduje się jadalnia, której przestrzeń ograniczają jedynie cztery wysmukłe prostopadłościany - szafki kryjące zastawę stołową i baterię alkoholi. Po drugiej stronie schodów znalazł się aneks kuchenny z meblami projektu Wojciecha Hermanowicza. Schodkowo wymodelowane kubiczne bryły, podobnie jak prostopadłościany zdobiące jadalnię, są jedynymi drewnianymi elementami wyposażenia domu.

Salon ozdobiono kominkiem o zaskakującym wyglądzie, zajmującym całą długość ściany. Ta jego niezwykła, rozciągnięta forma ma również za zadanie spotęgować wrażenie powiększonej przestrzeni. Nie zakłócają tej iluzji nieliczne zgromadzone tu meble, wszystkie wysokiej klasy - jak niski stół zrobiony z jednego kawałka stalowej płyty czy podobny w kształcie, również stalowy, szezlong obity czarną skórą.

Sypialnie na dwóch poziomach

Na piętrze zaplanowano sypialnię właścicieli. Za wysuniętą do przodu ścianą u wezgłowia łóżka zręcznie ukryto wysuwane szafki na drobiazgi.

Łazienka jest oddzielona od sypialni czteroboczną bryłą, która mieści pojemną szafę na ubrania. Jej gładkie, monochromatyczne, doskonale dopasowane drzwiczki są niemal niewidoczne na tle całej bryły, co sprawia, że szafa przypomina lekką ściankę działową, a jej potężna kubatura jest prawie niezauważalna.

Dodatkowe pomieszczenie mieszkalne urządzono na dawnym strychu. Architekt określa to pomieszczenie mianem "loftu". Wnętrze, na które składają się sypialnia, aneks kuchenny i łazienka, jest oświetlone rzędem pasmowych okien wychodzących na ogród. Z "loftu" prowadzi wyjście na niewidoczny od ulicy, niewielki zaciszny taras porośnięty dzikim winem.

Jednolity charakter tego minimalistycznego wnętrza podkreśla kolorystyka utrzymana w tonacjach szarości i bieli. Tak jak w całym domu żaden przypadkowy akcent kolorystyczny czy odmienna forma nie burzą architektonicznego ładu i harmonii. Zapewne dlatego to z pozoru chłodne, laboratoryjne wnętrze jest tak przyjazne i wygodne w codziennym bytowaniu.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Duży mały dom