Idealny dom na przedmieściach

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Sylwester Rejmer

Dla rozwojowej rodziny nawet najprzytulniejsza kawalerka staje się z czasem za ciasna. Wtedy pora pomyśleć o domu, który pomieści nie tylko wszystkich mieszkańców, ale i coraz pokaźniejszy dobytek.

Monika jest nauczycielką języka francuskiego, jej mąż Mariusz radcą prawnym. Przez kilka lat mieszkali w śródmieściu Wrocławia. Do dziś z sentymentem wspominają mieszkanko, z którego okien rozpościerał się niezwykły widok na katedrę i ogród botaniczny. Kiedy jednak na świecie miała pojawić się Ola, postanowili zerwać z wielkomiejskim życiem i przenieść się za miasto.

Nowego miejsca dla siebie szukali na południe od Wrocławia. Ponieważ wolny czas najchętniej spędzają w Kotlinie Kłodzkiej, chcieli zamieszkać gdzieś w pobliżu trasy wiodącej w tym kierunku. Wymarzoną wprost działkę, zarośniętą starymi brzozami i iglakami, znaleźli zaledwie kilkanaście kilometrów od granic miasta. Nie było się nad czym zastanawiać, decyzję o kupnie podjęli więc niemal błyskawicznie.

Dom stanął szybko. W czasie budowy - co bardzo ucieszyło gospodarzy - nie ucierpiało żadne z rosnących na działce drzew. Ponieważ układ pomieszczeń zaproponowany w projekcie domu nie do końca spełniał ich oczekiwania, postanowili go nieco zmodyfikować. Na parterze, gdzie znajduje się część reprezentacyjna i pomieszczenia gospodarcze, otworzyli kuchnię na przestronny salon. Na piętrze, zaplanowanym jako strefa prywatna, zrezygnowali z jednej z łazienek i zamiast niej urządzili wygodną garderobę. W przyszłości gospodarze planują jeszcze przebudowę strychu, gdzie zaaranżują strefę całkowicie poświęconą wypoczynkowi.

Aranżacja wnętrz to od początku do końca dzieło Moniki i Mariusza. Obojgu bliski jest styl eklektyczny, dlatego urządzając dom, starali się łączyć stare z nowym, meble nowoczesne z tymi sprzed lat. Sprzęty i dodatki dobierali bardzo długo. Ponieważ ograniczał ich budżet, mebli w odpowiedniej cenie szukali na targach staroci i na aukcjach w internecie. Postawili przede wszystkim na materiały naturalne - drewno i kamień. Dom ciągle się zmienia. Chociaż nowy, zaczyna już przesiąkać rodzinną atmosferą, przystosowuje się do charakterów domowników, obrasta w bliskie sercu pamiątki i drobiazgi. Monika, Mariusz i mała Ola zdążyli już go bezwarunkowo pokochać. I wcale nie żałują, że zamienili miejskie odgłosy na pianie koguta.

Skomentuj:

Idealny dom na przedmieściach