Mieszkanie całkowicie zanurzone w bieli

Zdjęcia: Hanna Długosz, stylizacja: Urszula Niemiro, tekst: Agnieszka Rezler

W tym rozświetlonym warszawskim mieszkaniu meble wchodzą w stan kosmicznej nieważkości. A przez futurystyczny biały filtr przebija uroda starej architektury.

W prześwietlonym wnętrzu plamy i kontury przedmiotów wydają się lekkie, a jednocześnie bardziej znaczące. Wielkie przeszklenia to akcent współczesności w starej architekturze. Pozostawiona im do towarzystwa surowa cegła z 1912 roku budzi loftowe skojarzenia. W głębi praca Wojtka Wieteski (Leica Gallery).
W prześwietlonym wnętrzu plamy i kontury przedmiotów wydają się lekkie, a jednocześnie bardziej znaczące. Wielkie przeszklenia to akcent współczesności w starej architekturze. Pozostawiona im do towarzystwa surowa cegła z 1912 roku budzi loftowe skojarzenia. W głębi praca Wojtka Wieteski (Leica Gallery).
Fot. Hanna Długosz

Właściciele znaleźli tu wszystko, o czym można marzyć w sercu stolicy: architektoniczną solidność i urok historycznych detali, wygodę śródmiejskiej komunikacji, a z drugiej strony – rozmach dużej, niczym niepodzielonej przestrzeni. Na deser jeszcze obfitość światła dziennego i miejską panoramę za ogromnymi taflami szkła. Cóż, szczęściarze! Ale trzeba przyznać, że mieszkanie też miało trochę szczęścia. Do nich i do projektantki.

To niezwykły apartament. Przebudowa kamienicy zderzyła w nim przeszłość z przyszłością, mieszczańską tradycję z akcentami śmiałej nowoczesności. Zawłaszczyła dawną klatkę schodową, więc szyb windy przecina teraz mieszkanie niczym kręgosłup, a kabina zatrzymuje się między kuchnią, sypialnią i łazienką. Stare spotyka się tu z nowym w dosłownym znaczeniu: dwuskrzydłowe skrzynkowe okna przeglądają się w lustrach wielkich witryn na przeciwległej ścianie. Ten efekt można podziwiać bez ograniczeń, bo mieszkanie ma nietypowy wydłużony plan, a otwory okienne z różnych epok „widzą się” na całej jego długości.

Jak w filmie science fiction

To nie był łatwy projekt: dwa światy w jednym podłużnym pudełku. Trzeba było połączyć je tak, by zaczęły ze sobą rozmawiać, a najlepiej żeby świetnie się dogadały. W tym dialogu wczoraj i jutra handikap miało jednak to drugie.

Moi klienci chcieli mieszkać wnowoczesnej futurystycznej przestrzeni, aich odwaga iwyobraźnia nie stawiały mi żadnych ograniczeń. Przeciwnie, to mnie po raz pierwszy przypadła nietypowa dla architekta rola hamulcowego – śmieje się projektantka Joanna Kulczyńska. – Ograniczała nas za to historyczna tkanka budynku, na przykład różnice poziomów podłogi między mieszkaniem adawną klatką schodową, wktórej dziś jest łazienka. Ale właśnie dzięki temu mogłam zrealizować to, oczym zawsze marzyłam: wannę wpodłodze. Wdodatku pod wspaniałym łukowym oknem!

Pierwotne plany aranżacji w duchu „Odysei kosmicznej” z czasem uległy korekcie. – Obawiałam się efektu przerysowanej scenografii – opowiada Joanna Kulczyńska. – Wspólnie uzgodniliśmy, że w domu, w którym szuka się przede wszystkim atmosfery odprężenia, lepiej unikać dosłowności. Klimat futurystyczny – owszem, ale uzyskany za pomocą nieoczywistych środków: poprzez swobodne skojarzenia, kolorystykę, układ przestrzeni, wzajemne oddziaływanie brył, grę faktur i światła.

Biel od podłóg po sufit

W ten sposób narodziło się wnętrze całkowicie zanurzone w bieli. Podłoga z bielonych desek, przecierana biel stolarki, białe ściany i sufity tworzą neutralne, ale także z lekka odrealnione, trochę oniryczne środowisko. Mieszkanie jest jednoprzestrzenne, co pogłębia niezwykłe odczucia. Nie ma w nim drzwi, poza tymi do łazienki i gościnnej toalety, ale nawet one tworzą system naczyń połączonych: ze strefy dziennej można przejść do sypialni, by okrążając szyb windy, znaleźć się znów w jadalni i salonie. Potrzeba było kontrapunktu, żeby się w tej przejrzystości odnaleźć. Mebli i przedmiotów, które pozwolą złapać proporcje i perspektywę. Projektantka wybrała proste lekkie formy i monochromatyczną kolorystykę, od odcieni off-white przez szarości, po akcenty czerni.

Przestrzeń ujęta w linie

Przedmioty nie tłoczą się w przestrzeni, część jest mobilna i modularna. Sofa i fotele w salonie to w istocie puzzle, które można dowolnie układać; elementy funkcjonują samodzielnie lub w grupie. Lampy nad nimi zaczepiają oko filigranowym konturem, ale nie przytłaczają i niczego nie zasłaniają. Linearnych zabiegów jest tu więcej. Przyklejony do windowego szybu monolit kuchennej zabudowy Joanna rozbiła nacięciami frontów, przypominającymi dziko rosnące trawy. Pokrewne, choć bardziej zgeometryzowane szczeliny znaczą długi niski regał przy eksponowanej ścianie salonu. Wewnątrz zamontowano źródła światła, które wydostaje się przez transparentne paski. Ponacinany w drobne rowki jest też dębowy stół w jadalni – fantazyjny, o asymetrycznych nogach, przyklejony ukośnie do kuchennej wyspy. Kątów prostych także tu na lekarstwo. – Wszystkie te meble to dzieła utalentowanego stolarza Grzegorza Terpińskiego z firmy Bau Service, który mężnie znosił moje fanaberie – śmieje się Joanna. Wymyślone przez nią zaburzenia gładkich powierzchni mają swoje zadanie: wspólnie z rozbudowanym systemem oświetlenia rozbijają monotonię bieli, wywołując grę światła i cienia. Podobnie działa ściana z pomalowanej na biało surowej cegły – ta z nowoczesnymi oknami – i kolejna, w sypialni, o fakturze piłeczki golfowej.

W tym minimalistycznie przejrzystym, a jednocześnie zaskakującym mieszkaniu dobrze czuje się sztuka. Każdego, kto wychodzi z windy wita drewniana postać, rzeźba Marcina Rząsy; w salonie, między prostokątami okien jaśnieje podświetlona praca Wojtka Wieteski, obok niej i w sypialni wiszą fotografie autorstwa Ireneusza Luty. Właściciele zapewniają, że obrazów będzie przybywać. Miejsca nie zabraknie; przecież kosmos jest niezmierzony.

Skomentuj:

Mieszkanie całkowicie zanurzone w bieli