Droga do domu - wyrośliśmy z mieszkania

Spisała: Liliana Jampolska

Ryzyko się opłaciło. Marzenia udało się spełnić dzięki sukcesom na giełdzie. Oszczędności, dosyć odważnie zainwestowane w akcje jednej z giełdowych spółek, w ciągu pięciu lat przyniosły takie zyski, że można było zacząć myśleć o nowym miejscu do życia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Elewacja frontowa
Fot. archiwum właścicieli
Tak mieszkaliśmy

Od 1981 roku mieliśmy mieszkanie na warszawskim Ursynowie. Przez wiele lat było nam dobrze w wymarzonym, długo wyczekiwanym małżeńskim M, położonym w cichym miejscu, z dala od hałaśliwych arterii. Mały blok zamieszkiwało "tylko" osiem rodzin, z którymi mieliśmy bardzo dobre stosunki. Czas płynął, dzieci wyrosły i od jakiegoś czasu coraz częściej myśleliśmy o kupnie nowego mieszkania, by to obecne zostawić córce.

Przygotowania do inwestycji rozpoczęliśmy dosyć odważną decyzją kupna akcji firmy, w której Jan pracował od trzydziestu pięciu lat. Nikt nie wiedział, czy ich po prostu nie straci, a wielu znajomych wręcz odradzało mu ten krok. My postanowiliśmy jednak zaryzykować i zainwestowaliśmy w akcje wszystkie oszczędności. Na szczęście, po pięciu latach, okazało się, że był to strzał w dziesiątkę - zainwestowane pieniądze przyniosły taki zysk, że mogliśmy zacząć myśleć serio o kupnie kilkudziesięciometrowego mieszkania. Rozpoczęło się wielkie poszukiwanie.

Droga do domu

Obejrzenie wielu nowo wybudowanych M-ileś-tam w południowych dzielnicach Warszawy nie nastroiło nas optymistycznie. Nasuwał się właściwie tylko jeden wniosek: mieszkania są bardzo drogie, a te najładniejsze - droższe niż... dom pod miastem. Dlatego, kiedy za mieszkanie o powierzchni 76 metrów, które najbardziej się nam spodobało, zażądano od nas 400 tysięcy złotych, uznaliśmy że pora poszukać domu.

W odległości 14 kilometrów od Ursynowa, w miejscu nazwanym "Kwiatową Polaną", a otoczonym brzozowo-sosnowym lasem, miało wkrótce stanąć malutkie, strzeżone osiedle, złożone z dziesięciu domów o powierzchni 90, 140 i 160 metrów kwadratowych. Każdy dom miała otaczać działka - o powierzchni 800 lub 900 metrów kwadratowych. To było to!

Najbardziej ucieszył nas wygodny dojazd do miasta (osiedle przylega do asfaltowej, ale niezbyt ruchliwej drogi, po której jeżdżą także autobusy linii podmiejskiej) oraz dostęp do niemal wszystkich mediów niezbędnych w nowoczesnym domu - sieci elektrycznej, wodociągowej, gazowej i telefonicznej (brakowało tylko sieci kanalizacyjnej, ale i ta ma być zbudowana w ciągu najbliższych dwóch lat).

Odpowiadała nam także proponowana architektura. Na symulacji komputerowej zobaczyliśmy, że wszystkie budynki, utrzymane w jednym stylu - polskiego domu z dachem, krytym czerwoną ceramiczną dachówką - w przyszłości utworzą spójną całość, ładnie harmonizującą z otoczeniem.

Kiedy pojechaliśmy na plac budowy, Janina stanęła na fundamentach jednego z domów i powiedziała: "tu będzie dobrze". I tak już zostało.

Pieniądze nie takie straszne

Początkowo nie bez obaw podchodziliśmy do rozmów z firmą deweloperską. Jej wiarygodność wzrosła w naszych oczach, gdy okazało się, że nie żąda ona od nas żadnych opłat z góry.

Rezerwując wybrany dom, zapłaciliśmy tylko zadatek wysokości 10 tysięcy złotych, natomiast pozostałe płatności następowały etapami, dopiero po wykonaniu kolejnych prac budowlanych.

Nic nas nie kosztowały również zmiany w projekcie, na które się zdecydowaliśmy, ponieważ zamknęły się w dopuszczalnej umową granicy 10% w stosunku do pierwotnego projektu. Układ wnętrz od początku nam odpowiadał, więc zdecydowaliśmy się tylko nieco bardziej otworzyć na siebie pomieszczenia dzienne na parterze i zmniejszyliśmy okno w łazience.

Dom powstawał zaledwie kilka miesięcy. Przenieśliśmy się do niego w lipcu 2005 roku. Jak na razie, jesteśmy zachwyceni. Jeszcze nigdzie nie czuliśmy się tak dobrze, jak w naszym nowym domu.

Kilka słów o domu

Dom z użytkowym poddaszem

Powierzchnia użytkowa: 140 m2

Mieszkańcy: dwie osoby

Powierzchnia działki: 800 m2

Projekt domu: Biuro Projektów ARCHON+

Wydatki

Skąd mieliśmy pieniądze:

Przede wszystkim - ze sprzedaży akcji, kupionych pięć lat wcześniej; reszta - to drobne oszczędności i bieżące dochody.

Ile wydaliśmy:

Działka: 110 000 zł

Budowa domu: 345 000 zł (w tym 16 000 zł opłaty za budowę wspólnej drogi osiedlowej)

Opłaty notarialne i sporządzenie księgi wieczystej: 15 000 zł

Zadatek na instalację kanalizacyjną: 1000 zł

Razem: 471 000 zł

Ile jeszcze wydamy:

Ogrodzenie: ok. 8000 zł

Założenie ogrodu i wykonanie brukowego podjazdu pod garaż: ok. 20 000-30 000 zł

Kanalizacja: 20 000 zł

Razem: około 58 000 zł

Rady właścicieli

Dom pod miastem zamiast mieszkania w Warszawie to zysk w postaci dwa razy większej powierzchni użytkowej i na dodatek spora działka do dyspozycji.

- Jeśli ktoś ma w miarę stabilną pracę i jest dostatecznie młody, może zaciągnąć kredyt hipoteczno-budowlany na budowę domu. Gdybyśmy mieli o 15-20 lat mniej i nie posiadali akcji, na pewno zdecydowalibyśmy się na takie rozwiązanie.

- Kupno domu u dewelopera pozwala uniknąć uciążliwych czynności administracyjnych i organizacyjnych. Radzimy takie rozwiązanie wszystkim, których obawa przed budowaniem zniechęca do inwestowania w dom.

- Zanim zapadnie decyzja o współpracy z konkretną firmą deweloperską, trzeba koniecznie sprawdzić jej wiarygodność. Warto zajrzeć do centralnego rejestru zadłużonych, zapytać o tę firmę w banku, porozmawiać z poprzednimi ich klientami itp.

- Małe, kameralne osiedle to bardzo dobre rozwiązanie, zwłaszcza jeśli obawiamy się życia na odludziu, bez sąsiadów pod bokiem.

- Wahającym się, polecamy rozmowy z tymi, którzy podobną inwestycję mają już za sobą. Ich domy i ich rady pomogą uwierzyć, że dom to nic strasznego, a życia pod własnym dachem nie da się porównać z mieszkaniem w najwygodniejszym nawet apartamencie.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Droga do domu - wyrośliśmy z mieszkania