Na rodzinnej działce

Tekst: Agata Drogowska

Własnoręczne posadzenie drzew w ogrodzie ostatecznie przekonało naszego gospodarza do miejsca, w którym dziś stoi jego dom. Choć nadal kocha Poznań z jego wielkomiejską architekturą, przekonał się do życia z dala od centrum.



Violetta i Mariusz Wiśniewscy są architektami. Pod Poznaniem zbudowali dom na parceli, która "od zawsze" należała do rodziny pana Mariusza. Zanim jednak państwo Wiśniewscy osiedlili się tu na stałe, działka służyła do weekendowych i letnich wypadów za miasto.

Wspomnienia nie bez znaczenia

Pan Mariusz opowiada, że na działce spędzał od dzieciństwa niemal każdą wolną chwilę. Pamięta, że jako nastolatek zafascynowany miastem i jego atrakcjami bardzo cierpiał z tego powodu, zwłaszcza gdy musiał pomagać w uprawie grządek.

- Mieszkałem wówczas - opowiada nasz gospodarz - w centrum Poznania i to w niezwykle ciekawym miejscu, bo z widokiem na Ratusz, Górę Przemysława, Archiwum Państwowe, które od najmłodszych lat rysowałem, plac Wielkopolski, na którym odbywały się rajdy samochodowe, juwenalia oraz koncerty, i oczywiście na targowisko, gdzie można było jeszcze zobaczyć furmanki ciągnięte przez konie.

Wszystko się zmieniło, gdy szesnastoletni Mariusz własnoręcznie posadził na działce swoje pierwsze drzewa. Resztę dosadziła mama i powstał sad owocowy.

Odtąd pokochał rodzinną działkę niemal tak samo, jak swój Poznań. Miłość nie minęła, a nawet przybrała na sile, gdy rodzice zmienili sad w ogród z dużym trawnikiem, kwiatami i drzewami, które latem dają wymarzony cień. Polubił nawet takie ogrodowe obowiązki, jak cotygodniowe pielęgnowanie trawnika!

Kiedy więc dorósł do stworzenia miejsca na ziemi dla swojej nowej rodziny, nie było wątpliwości, że jego dom stanie na rodzinnej działce. Zanim jednak do tego doszło, razem z żoną wyjechali do pracy do Austrii.

Upór czyni cuda

Mariusz Wiśniewski spędził w Austrii jedenaście lat, gdzie pracował w swoim zawodzie, jako architekt. Mieszkał tam z całą rodziną: żoną Violettą i córkami, dziś już dorosłymi Izabelą i Natalią.

W tym czasie plany budowy domu niestrudzenie podtrzymywał w rodzinie Wiśniewskich ojciec pani Violetty. To on w najtrudniejszych latach, gdy nic nie było na rynku, mobilizował wszystkich do myślenia o domu, a potem pomagał w jego budowie.

- Kiedy wyjechaliśmy za granicę, kupował i zwoził materiały budowlane. Pewnie po to, aby nas przyciągnąć z powrotem do Polski - mówią dziś z nieskrywaną wdzięcznością gospodarze.

Od początku było wiadomo, że dom państwa Wiśniewskich będzie miał płaski dach.

- Po prostu lubię takie dachy, a szczególnie ten rodzaj, jaki zastosowaliśmy w naszym projekcie, tj. z widoczną konstrukcją ciesielską (krokwie, deski) i przede wszystkim mocno nadwieszone - czyli wysunięte poza lico budynku. Uważam, że to rozwiązanie eleganckie i dające budynkowi lekkość. Miałem okazję wielokrotnie oglądać takie dachy w Austrii i sam zastosowałem je z dobrym skutkiem w kilku realizacjach - podkreśla gospodarz.

Niestety, choć w okolicy, w której powstał dom państwa Wiśniewskich, stoją budynki zarówno z płaskimi, jak i spadzistymi dachami, a zabudowa - jak niemal wszędzie w naszym kraju - jest dosyć chaotyczna, przeforsowanie projektu gospodarza okazało się bardzo trudne. Pani architekt z urzędu gminy wpisała bowiem w warunki zabudowy stwierdzenie, iż "zalecany jest dach stromy". Pan Mariusz po licznych bojach postawił jednak na swoim.

- Nie mam oczywiście nic przeciwko stromym dachom, krytym dachówką bądź blachą - mówi. - Są piękne i również wielokrotnie takie projektowałem, ale dla mojego domu wymarzyłem sobie coś zupełnie innego. Byłem nawet na sesji rady miejskiej z modelem budynku, aby przekonać radnych, iż są w okolicy domy przedwojenne i powojenne z płaskimi dachami - ładne, wpasowane w podmiejski pejzaż. Poza tym dowodziłem, iż dom z płaskim dachem może mieć równie dobrą architekturę co tradycyjne wzory z dwiema nachylonymi pod kątem połaciami. Poskutkowało.

Zdalne budowanie w czasach przed e-mailingiem

Nasi gospodarze zdecydowali się na budowę domu w Polsce, choć sami wciąż mieszkali w Austrii. Jeszcze kilka lat temu budowanie własnego domu na odległość nie było łatwe, przede wszystkim ze względu na kłopoty z komunikacją i bezpośrednim nadzorem. Poczta elektroniczna nie była jeszcze tak powszechna. Niezastąpieni okazali się wówczas rodzina i znajomy kierownik budowy. Dom wzniesiono w technologii tradycyjnej - ściany są trójwarstwowe, z ociepleniem wewnątrz. W części piętrowej zastosowano stropy typu Fert-45, a w części parterowej - drewniany, ale oczywiście w formie więźby dachu płaskiego.

Właściciel przyznaje, że architektura domu wynika z jego fascynacji architekturą włoską, a także w dużym stopniu secesją wiedeńską, z której dziełami wciąż miał do czynienia, pracując w Austrii. Opisując najważniejsze cechy tej odmiany stylu secesyjnego, pan Mariusz podkreśla odwrót od linii krzywej na rzecz prostych figur i brył geometrycznych oraz rezygnację z motywów roślinnych i zastąpienie ich formami przypominającymi strukturę kryształu. Charakterystyczna dla secesji wiedeńskiej była również redukcja do minimum wszelkich ornamentów; architekci tamtych czasów z upodobaniem podkreślali płaskość, piony, asymetrię, niezwykłe proporcje i bladą tonację barw elewacji. Jeśli dodamy do tego płaskie dachy i wąskie długie okna z pionowymi podziałami, to niemal dokładnie uda nam się opisać główne cechy architektury podpoznańskiego domu państwa Wiśniewskich.

Mimo nieregularnego rzutu, podział wnętrz domu jest prosty: duży, otwarty parter składa się z niemal zupełnie na siebie otwartych pomieszczeń. Jedynie wiatrołap jest częścią zamkniętą. Dzięki takiemu układowi wnętrze robi wrażenie większego niż jest w rzeczywistości. Na piętrze ulokowano sypialnie wszystkich członków rodziny.

Pan Mariusz starannie pilnował detali nowego domu. Szczególnie zależało mu na osiągnięciu konkretnego kształtu i powierzchni przeszkleń. Również dwupoziomowy hol, na którym bardzo zależało gospodarzom, zachwyca dziś urodą.

Na parterze wszystkie podłogi wykończono drewnem bukowym, jedynie w pokoju dziennym - kominkowym - są płytki ceramiczne. Dzięki ogrzewaniu podłogowemu nawet zimą można chodzić tu na bosaka.

Wystrój wnętrza to połączenie nowoczesności z tradycją. To nie przypadek. Dla rodziny Wiśniewskich wspomnienia są bowiem równie ważne, co dzień dzisiejszy - z jego nowoczesną technologią i komfortem. Dlatego w jadalni stoi stare, rodzinne pianino, na którym dawniej grał ojciec gospodarza, a teraz gra jego wnuczka. Jest też duży, stary stół biesiadny, przy którym spotyka się liczna rodzina. Dla kontrastu salon i kuchnia urządzono bardzo nowocześnie.

Widoczne we wnętrzach zainteresowanie właścicieli sztuką współczesną to zasługa brata gospodarza, Leszka Wiśniewskiego, który ukończył poznańską Akademię Sztuk Pięknych. To jego obraz - olejny tryptyk "Martwa natura z trzema portretami" - zajmuje główne miejsce w salonie.







    Więcej o:

Skomentuj:

Na rodzinnej działce