W trzy pokolenia

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Odkąd zamieszkaliśmy razem z mamą w nowo wybudowanym domu, nasze życie jest prostsze. My mamy swój świat, mama swój, a jednocześnie jesteśmy razem.

Budowa domu była naszym marzeniem od początku małżeństwa. Choć oboje z Beatą wychowaliśmy się na warszawskim Mokotowie, ciągnęło nas na wieś. Kiedy już przeszliśmy przez wspólne mieszkanie z rodzicami, a potem kupno własnego lokum, zaczęliśmy się przymierzać do nabycia działki.

Droga do domu

Co weekend wyruszaliśmy na samodzielne poszukiwania, ale także wspieraliśmy się pomocą agencji nieruchomości. Początkowo mieliśmy pomysł, aby wspólnie ze znajomymi kupić większą działkę, dzieląc się jej kosztami, a potem postawić na niej dwa niezależne domy. Kiedy okazało się, że wskazana nam przez agencję posesja ma jednak wady prawne, rozpoczęliśmy samodzielne poszukiwania. Ważne dla nas było, aby działka miała od 1000 do 2000 m2 powierzchni, dobre połączenie z miastem i okolicznymi miejscowościami autobusową komunikacją podmiejską, a ze względu na dzieci - żeby w jej pobliżu znajdowały się szkoła, przedszkole i najpotrzebniejsze do życia instytucje.

Nasze zainteresowanie wzbudziła ładna posesja w cichej wsi, 100 m od głównej drogi. Podobała nam się okolica i wszyscy stwierdziliśmy, że czujemy się w tym miejscu znakomicie. Poza tym tak się szczęśliwie złożyło, że właśnie w tym czasie wypatrzyliśmy też projekt domu. Mogliśmy od razu zweryfikować, czy wszystkie elementy do siebie pasują.

Dom od kuchni

Zdecydowaliśmy się na gotowy projekt budynku, ponieważ zależało nam na obniżaniu kosztów budowy, gdzie tylko się da. Znalezienie czegoś odpowiedniego trwało ponad pół roku, mimo bardzo intensywnych poszukiwań i starań. Zajmowaliśmy się tym nawet podczas urlopu, korzystaliśmy z internetu, wertowaliśmy dziesiątki katalogów i pism budowlanych.

Potrzebowaliśmy domu dla trzech pokoleń. Chcieliśmy, aby mama Beaty zamieszkała razem z nami, ale zależało nam na tym, by nie czuła się lokatorem drugiej kategorii. Nie wyobrażaliśmy sobie, by wchodziła do domu bocznym, mniejszym wejściem, jak proponowano w wielu projektach, lub mieszkała w jednym ciasnym pokoiku i nie miała odpowiednio dużej i niezależnej przestrzeni dla siebie. Słowem - chcieliśmy zbudować dom, który w zgrabny sposób pogodziłby potrzeby starszej osoby i małżeństwa z dziećmi, zapewniając wszystkim domownikom z jednej strony prywatność, a z drugiej - łatwy kontakt. Dlatego kiedy wreszcie znaleźliśmy odpowiedni projekt, byliśmy naprawdę szczęśliwi.

Odpowiadało nam, że dom składa się z dwóch niezależnych mieszkań, do których wchodzi się ze wspólnej sieni. Dla mamy przeznaczyliśmy "mieszkanie" na parterze domu, o powierzchni 48 m2, składające się z pokoju dziennego połączonego z aneksem kuchennym, sypialni, łazienki i wewnętrznego korytarza. Dla nas natomiast - dwupoziomowe mieszkanie z otwartą przestrzenią dzienną oraz pokojem do pracy na parterze, prywatnymi pokojami z garderobami i dwiema osobnymi łazienkami na użytkowym poddaszu. Podobało nam się, że z obu mieszkań są osobne wyjścia do ogrodu i że w bryle domu nie przewidziano garażu. Potrzebowaliśmy dużego garażu na dwa samochody i sporego zaplecza gospodarczego na sprzęt ogrodniczy i sportowy, więc woleliśmy postawić garaż wolno stojący, aby zanadto nie powiększać bryły budynku mieszkalnego. Uważaliśmy także, że nie po to przeprowadzamy się na wieś, by w domu wąchać spaliny.

Co nam się udało

Dom budowaliśmy z myślą, że będzie to nasze docelowe rodzinne gniazdo. Z tego powodu myśleliśmy o solidnych i zdrowych materiałach. Po wielu konsultacjach z fachowcami (jeździliśmy na targi budowlane, rozmawialiśmy z producentami i wykonawcami) wybraliśmy technologię murowaną z bloczków betonu komórkowego, choć długo upewnialiśmy się u niezależnych fachowców, że jednowarstwowa ściana bez dodatkowego ocieplenia jej styropianem albo wełną mineralną da dobrą izolację cieplną. Duży komfort cieplny budynku i rachunki za gaz przekonują nas, że dokonaliśmy słusznego wyboru. Nie żałujemy decyzji.

Jesteśmy wdzięczni wykonawcy, że zwrócił nam uwagę na zbyt niskie ścianki kolankowe na poddaszu. Wystarczyło podnieść je o jeden bloczek, by wnętrza stały się bardziej ustawne i przestronne. Oczywiście uzyskaliśmy na to zgodę projektantów.

Dużym mankamentem naszego projektu był brak miejsca na kominek. Z tego względu o mało co go nie odrzuciliśmy. Nie wyobrażaliśmy sobie domu na wsi bez kominka. Na szczęście po konsultacjach z fachowcami udało się znaleźć miejsce na zbudowanie dodatkowego komina i zamontowanie wkładu kominkowego z obudową. Stanął co prawda na samym środku salonu i zabrał pomieszczeniom dziennym nieco przestrzeni, ale mamy za to wymarzone rodzinne ognisko. Zajęło nam to jednak sporo czasu i musieliśmy wyłożyć na to dodatkowe pieniądze.

Mieliśmy też kłopot z zakupem cementowej dachówki w kolorze zielonym. Nie mogliśmy znaleźć jej w polskich hurtowniach, a nie chcieliśmy pokrywać domu blachodachówką ze względu na przenoszenie odgłosów padającego deszczu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, bo choć zdecydowaliśmy się ściągnąć dachówkę od producenta z Niemiec, jej cena okazała się o kilkanaście procent mniejsza niż podobnej dachówki w tradycyjnych kolorach dostępnej w Polsce.

Z czasem okazało się, że dom na wsi nie stanowi dla nas żadnego ograniczenia w wykonywaniu własnej pracy i kształceniu dzieci. Zresztą widzimy, że dziś nawet wiejskie szkoły mają bogatą ofertę zajęć dodatkowych, a kwestię dojazdów rozwiązujemy z pomocą sąsiadów i znajomych. Zakupy natomiast robimy przez internet.

    Więcej o:

Skomentuj:

W trzy pokolenia