Oni mają to już za sobą

red.

  • Leszek i Anita Wolaninowie:

    Szczęśliwie nie musieliśmy szukać projektanta - mamy znajome małżeństwo architektów i było oczywiste, że to oni będą projektować nasz dom. Znali nasz tryb życia, nasze dzieci i nasze potrzeby. Wydaje nam się ważne, by architekt poznał rodzinę, dla której projektuje - dzięki temu może przystosować projekt do jej potrzeb. My sami nie bardzo umieliśmy sprecyzować swoje wymagania. Nasza dezorientacja najbardziej zaskoczyła nas samych: architekci zadawali nam konkretne pytania, a my początkowo zupełnie nie umieliśmy na nie odpowiedzieć. Chcieliśmy mieć dom, ale nie wiedzieliśmy jaki! Jasne od początku było jedynie to, że potrzebujemy dużo miejsca do chowania rzeczy: schowki, spiżarnie, garderoby. Tam, gdzie dotychczas mieszkaliśmy, zawsze brakowało miejsc do przechowywania.

    Pozostałe potrzeby uzmysławiali nam w trakcie projektowania architekci. Właśnie dlatego, że znali nas i nasze życie. Ludziom planującym budowę domu radzimy, by szukali takiego architekta, z którym uda się im porozumieć nie tylko na poziomie fachowym. Kogoś, kto zrozumie ich tryb życia, ich preferencje estetyczne, będzie pracował dla nich, a nie tylko dla siebie - realizując swój autorski projekt. No i pomoże im uświadomić sobie, że przeprowadzka do własnego domu to całkowita zmiana dotychczasowego sposobu i stylu życia.



  • Grażyna Sobczyk z mężem:

    Projektanta naszego domu i jego prace znaliśmy od dziesięciu lat. Zanim rozpoczęliśmy konkretne rozmowy, spędziliśmy trzy noce na oglądaniu w internecie projektów budynków typowych. Wybraliśmy kilkanaście, wskazując elementy, które się nam podobają. Potem projektant przedstawił nam kilka swoich propozycji, a my przedstawialiśmy mu, co akceptujemy, a co wolelibyśmy zmienić.

    Nasze rady: sprecyzować oczekiwany program użytkowy domu. Warto obejrzeć domy znajomych i dowiedzieć się, czego im brakuje i co zmieniliby w swoich projektach. I nie budować zbyt wielkiego domu, bowiem okazuje się, że najważniejsza jest przestrzeń wokół niego. No i wiedzieć zawczasu, ile mamy pieniędzy na budowę.



  • Zbigniew Krośkiewicz:

    To żona wybrała panią architekt, której realizacje znała. Rozmowy trwały kilka tygodni. My opowiadaliśmy, czego oczekujemy od przyszłego domu, a projektantka przenosiła te nasze życzenia na papier. Szkicowała na różnych świstkach, potem przedstawiała nam swoją wersję i znów rozmawialiśmy.

    Największą trudnością okazało się wpasowanie bryły domy pomiędzy istniejący na działce starodrzew. Nie chcieliśmy pozbywać się żadnego drzewa i lawirowanie pomiędzy starymi jabłoniami i świerkami było nie lada sztuką. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Koszt projektu - 10 tys. zł! Tym, którzy zaczynają myśleć o projekcie swojego domu, radzę ustalić,

    ile pieniędzy mają zamiar przeznaczyć na dom. I czy na pewno chcą go mieć!

    • Więcej o:

    Skomentuj:

    Oni mają to już za sobą