Zmieniasz dostawcę prądu? Nie daj się naciągnąć!

Magda Kłodecka

Coraz więcej właścicieli mieszkań i domów zmienia sprzedawców energii - można to robić od 2007 r., a pod koniec 2015 r. taką decyzję podjęło prawie o jedną trzecią osób więcej niż rok wcześniej. Ale uwaga! Niezależnie od tego, czy planuje się taką zmianę, czy nie, łatwo wpaść w sidła naciągaczy - przestrzega Federacja Konsumentów.

prąd, energia elektryczna, linie wysokiego napięcia
Prąd
Wyborcza.biz
Każdy, kto korzysta z energii elektrycznej, płaci za nią dwóm firmom: tej, która mu prąd sprzedaje oraz tej, która dostarcza go do domu. Większość osób nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, bo dostają jedną wspólną fakturę z wyszczególnionymi opłatami, ale ostatecznie ważna jest końcowa kwota do zapłaty. Ci, którzy zmieniali sprzedawców, często - choć też nie zawsze - dostają dwie oddzielne faktury. O ile sprzedawcę energii można zmienić, to dostawcy już nie, bo tylko jedna firma ma na danym terenie infrastrukturę, dzięki której może dystrybuować prąd. Ale o tym, podobnie jako o samej możliwości zmiany sprzedawcy, wie niewiele osób.

Akwizytorskie czary-mary

Zdarzają się firmy, które korzystają z niewiedzy klientów i wciskają im swoją ofertę, nie zawsze korzystną. Federacja przedstawia schemat ich działania: akwizytor odwiedza konsumentów w domach, zaczyna snuć wizję zrobienia dobrego interesu. Zwykle wygląda to następująco:

Akwizytor przedstawia się jako pracownik Urzędu Regulacji Energetyki, inkasent lub przedstawiciel poprzedniego sprzedawcy energii i nakłania do podpisania papierów z jakiegoś powodu. Np.:

- bo z końcem roku przestały obowiązywać nowe taryfy, więc trzeba zaktualizować umowę,

- bo zmieniły się przepisy i stare firmy energetyczne przestały istnieć,

- bo URE prowadzi kontrolę działania firm energetycznych i prosi o potwierdzenie,

- bo konsument wygrał na loterii bardzo dużą zniżkę na prąd; wystarczy tylko podpisać, >> bo poprzedni sprzedawca zmienił nazwę i trzeba zaktualizować umowę, >> bo należy podpisać protokół odczytu stanu licznika.

To wszystko są tylko próby wprowadzenia w błąd - przestrzega Federacja. W rzeczywistości URE nie wysyła przedstawicieli do domów konsumentów, nie ma żadnych loterii dla odbiorców energii, a przedsiębiorstwa energetyczne nie są zamykane ani nie zmieniają się ich nazwy. Po zatwierdzeniu taryf na kolejny rok nie ma też konieczności zmiany umowy. Zaś osoba, która odczytuje licznik, nie ma prawa zawierać z klientem żadnych umów!

Bardziej zdeterminowani akwizytorzy, aby się uwiarygodnić, mają ze sobą dodatkowo identyfikatory "starych" firm energetycznych, których nie reprezentują. Są też tacy, którzy fałszują podpisy konsumentów na umowach. Ale temu już klient raczej nie może zawczasu zapobiec.

Jak uniknąć kłopotów

Co robić, gdy odwiedzi nas akwizytor? Na początku zapytać o cel wizyty, a gdy komiwojażer zacznie opowiadać historię podobną do przedstawionych wyżej, lepiej zamknąć drzwi i nie wdawać się w żadne dyskusje. To nie jest przejaw nieuprzejmości, tylko troska o własne interesy - przypomina Federacja.

Jeśli jednak oferta wydaje się interesująca, a klient rozważał zmianę sprzedawcy prądu, zanim podpisze jakiś dokument, powinien sprawdzić dokładnie warunki oferty. Warto więc pamiętać, że:

- Nie ma obowiązku podpisywania czegokolwiek, nawet jeżeli klient zgodził się na przedstawienie oferty.

- Lepiej też niczego nie podpisywać, nie mając pewności, że warunki oferty są korzystne, oraz jeśli akwizytor nie chce dać klientowi kopii umowy, tylko zapewnia, że niebawem dotrze ona pocztą - często dociera już po terminie, w którym można się z umowy wycofać.

- Zawsze można poprosić o wzór umowy i umówić się na ponowną wizytę za kilka dni potrzebnych na spokojne zapoznanie się z ofertą; w zapewnienia, że tylko dziś jest taka niesamowita okazja, lepiej nie wierzyć.

- Od umowy zawartej np. w domu można odstąpić w terminie 14 dni od dnia zawarcia; w dokumentach powinna być taka informacja.



Skomentuj:

Zmieniasz dostawcę prądu? Nie daj się naciągnąć!