Hygge idzie przez świat. Rozmowa z Izą Wojnowską, autorką książki "Hygge po polsku"

ROZMAWIAŁA: Bożena Głodkowska

Choć hygge to duński koncept, znalazł także wielu zwolenników w Polsce. Rozmawiamy z Izą Wojnowską, autorką książki "Hygge po polsku".

22653457 https bi
Fot. materiały prasowe

Dlaczego świat jest tak zafascynowany hygge?

Moim zdaniem dopiero zaczął się tym zjawiskiem interesować. Żyjemy w zawrotnym tempie i w codziennej bieganinie łatwo zgubić sens i stracić z oczu cel. A hygge pomaga się na chwilę zatrzymać i docenić to, co dzieje się tu i teraz. To przeciwieństwo dążenia do szczęścia poprzez wszystko, co jest „naj” – najlepsze, najdroższe, najszybsze, najpiękniejsze.

Czym, Pani zdaniem, różni się polskie hygge od duńskiego? Iczy hygge jest możliwe winnym kraju niż Dania?

Hygge to świadome zwrócenie się ku pewnym wartościom związanym z kulturą, tradycjami, zwyczajami, tożsamością danego kraju. Nasza polska codzienność różni się od duńskiej, ale to nie przeszkadza nam w hyggowaniu… po polsku. Robimy to po prostu na swój sposób. Okazuje się, że to dziwnie brzmiące obce słowo jest nam o wiele bliższe, niż mogłoby się wydawać. Że jest to coś, co dobrze znamy i od dawna praktykujemy intuicyjnie. To dom, rodzina, poczucie bezpieczeństwa, przytulność, proste gesty serdeczności, uśmiech, dobre słowo, zapach świeżego chleba, wiatr na bałtyckiej plaży, stare zdjęcia w rodzinnym albumie. Mogłabym wymieniać bez końca, bo hygge dla każdego znaczy coś innego. Drogę do niego każdy odnajduje na swój sposób. A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że w świecie hygge wszyscy jesteśmy równi – niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzimy.

Czy przychodzi Pani na myśl jakieś polskie określenie, które najlepiej oddaje tę duńską „filozofię szczęścia”?

Głowię się nad tym już od jakiegoś czasu (śmiech). Na razie wymyśliłam wspólnie ze znajomymi słowo „dobrobycie”, ale to jeszcze nie to. Duńskie „hygge” jest o tyle genialne, że może być i rzeczownikiem, i czasownikiem, i przymiotnikiem równocześnie. Coś może być hyggelig, ludzie mogą hyggować, gdy przychodzi czas na hygge itd.

Co według hygge jest kluczem do szczęścia?

Odwrócę to pytanie: praktykowanie hygge to klucz do szczęścia. A jak się tego nauczyć? Wybrałam się w podróż po Polsce, by dowiedzieć się, co nas uszczęśliwia i co sprawia, że czujemy się dobrze ze sobą i z innymi. Odwiedziłam cudowne miejsca i rozmawiałam z inspirującymi ludźmi. Drogowskazami okazały się dla mnie trzy pojęcia, fundamenty hygge: bliskość, ożywienie zmysłów i spontaniczność. Usłyszane historie spisałam w książce „Hygge po polsku”. Tak powstał zbiór opowieści o tym, jak duńska koncepcja celebrowania codzienności jest bliska nam, Polakom.

Pisze Pani omiejscach hygge wPolsce. Co przede wszystkim decyduje otym, że stają się one hygge? Ma Pani takie własne miejsce?

To też sprawa indywidualna, na każdego działają inne bodźce. Hygge odnajdziemy w miejscach, które są przytulne oraz przepełniają poczuciem bezpieczeństwa i wewnętrznego komfortu. To miejsca, które możemy ogarnąć zmysłami. Bo zmysły w hyggowaniu odgrywają bardzo ważną rolę. Ożywiając je ciepłym światłem, muzyką miłą dla ucha czy zapachem świeżo upieczonej szarlotki zapraszamy hygge do wnętrza, by móc w pełni doświadczyć przyjemnego stanu błogości. Jednym z moich ulubionych miejsc, gdzie bardzo wyraźnie czuję obecność hygge, jest schronisko Murowaniec w Tatrach. Gdy wchodzę do niego po całym dniu spędzonym na nartach, natychmiast otula mnie ciepło. Słyszę gwar w kuchni, ożywione rozmowy w jadalni, czuję zapach domowego jedzenia, w kącie ktoś gra na gitarze. A za oknem obłędny widok na góry i niebo, które rozbłyskuje się po zmierzchu blaskiem tysiąca gwiazd. Czyste hygge… hygge po polsku.

Jako miesięcznik wnętrzarski nie możemy nie zapytać: ajak wykreować atmosferę hygge wdomu?

Stwórzmy w nim przestrzeń, w której odnajdziemy spokój i równowagę po dniu wypełnionym obowiązkami. Atmosferę hygge tworzą detale: ulubiony fotel, miękki dywan, stojąca w kącie lampa dająca ciepłe światło, zdjęcia naszych bliskich, sentymentalne pamiątki. Te drobiazgi wybieramy indywidualnie, z myślą o sobie i własnym poczuciu wewnętrznego komfortu. Nie trzeba być stylistą wnętrz, by stworzyć w domu miły i ciepły nastrój. Czasem wystarczy puszka farby, by tchnąć nowe życie w starą szafkę, wazon z jesiennymi liśćmi zebranymi na spacerze, nowa poduszka, która ożywi kanapę. Mnie najbardziej cieszą ozdoby, które robię razem z córką. Polne bukiety, figurki z masy solnej, kasztanowe ludziki – zmieniają się wraz z porami roku. Sporo przy tym zabawy, a gdy potem patrzę na taką rzecz wiszącą na ścianie albo stojącą na półce, od razu śmieje mi się buzia.

OPolakach mówi się, że są pesymistami i ciągle narzekają. Czy myśli Pani, że książka może choć trochę zmienić takie podejście do życia?

Trudno się nie martwić i nie narzekać. Żyjemy w niespokojnych czasach. Dlatego interesujemy się m.in. duńskim hygge – bo szukamy odskoczni. Urządzamy domy w skandynawskim stylu, zapalamy świece, pijemy dobrą kawę. I nie ma w tym nic złego. Jednak hygge to coś o wiele głębszego niż modny trend, który przychodzi i odchodzi. Moja książka umiejscawia hygge w naszej rzeczywistości, tak by łatwiej nam było zrozumieć jego znaczenie i skorzystać z wszystkich dobrodziejstw, które wraz z nim płyną. A jest ich bardzo wiele. Wystarczy się tylko otworzyć i wyrazić gotowość na ich przyjęcie. Marzy mi się, byśmy z tą książką w ręku mogli na chwilę się zatrzymać, by wyraźniej dostrzec to, co w życiu naprawdę ważne. Pohyggujmy więc... po polsku.

Co zrobić, by zwolnić codzienne tempo izacząć cieszyć się chwilą?

Co zrobić? (uśmiech). Odpowiedź na to pytanie i liczne inspiracje znajdziecie w mojej książce „Hygge po polsku”.

Skomentuj:

Hygge idzie przez świat. Rozmowa z Izą Wojnowską, autorką książki "Hygge po polsku"