Niski dom z podwarszawskiej okolicy

Andrzej Markowski

Ten dom zwraca uwagę swoją innością. Jakby wyobraźnia jego projektanta nasycona została nietutejszą grą form, kolorów, światła...

Niski budynek, doskonale wkomponowany w płaski, piaszczysty krajobraz podwarszawskiej okolicy. Upodobniony do niego spłowiałą piaskową barwą ścian, niepokojącą linią bliską rytmowi przysadzistych sosen i przypominającymi ich nagie pnie kolumnami, które podtrzymują nakrycie ganku.

Właściciele domu spędzili wiele lat, podróżując po południowo-zachodnich stanach Ameryki Północnej. Wciąż mają w oczach tamtejsze krajobrazy, przyrodę, kulturę. Szczególne wrażenie zrobiła na nich miejscowa architektura - mieszanina tradycji hiszpańsko-indiańskiej, której wyrazistym przykładem są domy w Santa Fe w Nowym Meksyku. Wzniesione z gliny wypalonej na słońcu, wywodzą się wprost z tradycji indiańskiego puebla wzbogaconej wpływami hiszpańskiego stylu kolonialnego.

Indiańskie klimaty na Mazowszu

W trakcie swoich podróży właściciele obejrzeli wiele domów, wykonali tysiące zdjęć, przejrzeli setki fachowych publikacji zajmujących się budownictwem i architekturą. Oprócz tej "dokumentacji" gromadzili meble, przedmioty codziennego użytku, tkaniny, wyroby rzemiosła, dzieła sztuki - a wszystko to z przeznaczeniem dla tego jednego jedynego domu, który kiedyś zbudują dla siebie i najbliższych.

Los sprawił, że ten dom nie powstał w Santa Fe, San Antonio czy Dallas, ale pod Warszawą.

Właściciele swoim entuzjazmem i fascynacją daleką kulturą zarazili miejscowych fachowców, którzy z powodzeniem zgłębiali tajniki indiańskiego rzemiosła.

Naczelnym budowniczym domu został jeden z członków rodziny, elektronik z zawodu, ale utalentowany stolarz i cieśla. Również architekt Tomasz Wesołowski, twórca wnętrz budynku, stał się wkrótce - jak żartują właściciele - mistrzem stylu Santa Fe. To on zaproponował zwieńczenie słupów podtrzymujących strop symboliczną formą krowiej czaszki, nawiązując w ten sposób do indiańskiego zdobnictwa. Tak powstał indiański totem znad Wisły - zaprojektowany przez pana Tomka i wystrugany przez pana Władka.

Dom jest taki, jak chcieli właściciele - parterowy, o nieregularnym, kapryśnym kształcie. Liczne duże okna tworzą ramy dla motywów krajobrazowych.

W pogodne dni życie rodzinne i towarzyskie toczy się na ganku przechodzącym w taras, cofniętym nieco w głąb domu. Szerokie okapy rzucają cień. Atmosferze pogodnego bytowania sprzyja sąsiedztwo zewnętrznego kominka - jakby ulepionego z gliny, o prostej wiejskiej formie. Podobne paleniska spotykało się kiedyś w kurpiowskich wioskach i w pueblach Nowego Meksyku.

Kominek na polskie zimy

Kiedy nadchodzą chłody albo gdy padają deszcze, towarzystwo wycofuje się do salonu. Zajmuje on sporą powierzchnię domu od strony ogrodu. W jego części jadalnej ustawiono długi stół zrobiony na zamówienie w Polsce, ale zgromadzone wokół niego krzesła z giętych prętów obitych skórą przywieziono z Ameryki. Usytuowane w części wypoczynkowej przepastne fotele i kanapę przykryto barwnymi narzutami utkanymi przez indiańskie kobiety.

Kominek - o podobnym jak ten na tarasie ludowym charakterze, ozdobiony indiańskim wzorem - decyduje o atmosferze tego fragmentu mieszkania. Jego ozdoby to piękna, egzotyczna ceramika o surowym rysunku w barwach ziemi, strzelisty kaktus, skóra i czaszka długorogiej mitycznej teksańskiej krowy, symbolu prerii.

Połączona z salonem kuchnia utrzymana jest w tonacji rozbielonej szarości i zgaszonej zieleni, którą ożywia ciepła barwa miedzianych naczyń i okapu nad kuchnią. Sufit z drewnianych żerdzi, nawiązujący do trzcinowych pierwowzorów Południa, dopełnia urody pomieszczenia. Również w pozostałych wnętrzach domu odnajdujemy nawiązania do ulubionego przez właścicieli stylu Santa Fe.

Ten dom stanowi dowód na siłę marzenia przeniesionego z dalekiego kraju i wpisanego w rodzimy pejzaż.

Skomentuj:

Niski dom z podwarszawskiej okolicy