Dom na każdą pogodę

Tekst Andrzej Markowski, zdjęcia Joanna Siedlar

Ten dom powstał z zachwytu nad urodą miejsca. To ono było najważniejsze. Dom - skromny i mało rzucający się w oczy - miał wpasować się w otoczenie, dać właścicielowi schronienie i umożliwić mu obcowanie z pięknem przyrody.

Okolice starorzecza Bugo-Narwi w kierunku na Wyszków są bardzo piękne. Rozlewiska, ukwiecone łąki, malownicze kępy drzew i krzewów, las wokoło - wszystko to przyciąga ludzi z miasta. W ciągu kilkunastu lat wybudowało tu domy letniskowe wielu warszawiaków. Niektórzy sprowadzili rozebrane na części stare, wiejskie chałupy i postawili je na nowo. Odtworzone i wyremontowane odzyskały pierwotny urok. Z biegiem czasu wytworzyła się mała społeczność przybyszów z miasta, a między tymi, którzy mają podobne przyzwyczajenia, potrzeby i gusty, zrodziły się przyjaźnie. Wszyscy starają się uszanować piękno miejscowej przyrody, wznosząc domy, których forma nie narusza harmonii krajobrazu.

Przez znajomych trafił w te strony również nasz gospodarz - absolwent warszawskiej akademii sztuk pięknych, projektant form przemysłowych. Zachwycił się okolicą, kupił parcelę i postanowił zbudować tutaj dom.

Zaplanowany na miarę

O pomoc poprosił ojca - architekta. Potem towarzyszył mu w pracy. Jednak kiedy śledził etapy powstawania projektu, patrzył, jak rośnie stos rysunków, nagle... zapragnął sam zaprojektować swój dom. Chciał w ten sposób połączyć wiedzę i doświadczenia ojca ze swoimi wyobrażeniami własnego miejsca na ziemi.

Długo zastanawiał się nad koncepcją projektu i rozważał wszystkie za i przeciw każdego pomysłu. Formę i charakter budynku na rzucie wydłużonego prostokąta określało w dużej mierze położenie działki i sąsiedztwo powstałych wcześniej niewielkich, drewnianych domów, dobrze wpisujących się w otoczenie. Chciał jednak nadać domowi indywidualny wyraz, zwłaszcza jeśli chodzi o ukształtowanie i charakter wnętrza.

Jedno było pewne od początku: miał to być dom drewniany i koniecznie parterowy.

- Drewno wydaje się najbardziej przyjaznym i naturalnym budulcem, a bieganie po piętrach jest męczące i bezsensowne - mówi gospodarz. Od razu też zapadła decyzja, że będzie to dom całoroczny, nie zaś letniak, jakie zazwyczaj powstają w podmiejskich okolicach. Właściciel uznał, że ważne są dla niego również:

  • odizolowanie pod względem akustycznym pokojów gospodarza i gościnnych - najprostszą metodą było odsunięcie ich od siebie;

  • wyraźny podział na strefę wspólną i prywatną - dlatego pokój gospodarza ma dwa niezależne wejścia;

  • duża weranda - żeby można było jak najwięcej czasu spędzać na powietrzu, niezależnie od pogody.

    Ponieważ jako amatorowi brakowało mu jednak doświadczenia, projekt przysposobili do realizacji fachowcy. Powstał dom w technologii szkieletu drewnianego, z dwuspadowym dachem o niewielkim kącie nachylenia, krytym dachówką bitumiczną. Usytuowano go blisko granicy działki, by w ten sposób uzyskać możliwie największy ogród. Wzdłuż frontowej fasady zaprojektowano na całej długości podcień osłonięty szerokim okapem, łączący się z narożną, otwartą werandą.

    - Dzięki temu można oprzeć nogi na balustradzie i siedząc w cieniu na bujanym fotelu, popijać chłodne piwo... - mówi gospodarz.

    Do budynku mieszkalnego przylega wiata na samochód połączona z drewutnią oraz składzikiem na narzędzia.

    Budowanie w mgnieniu oka

    Budynek powstał w ciągu trzech miesięcy, jak to się mówi - na telefon. W ten sam sposób właściciel załatwiał zresztą większość spraw na budowie, rzadko bowiem miał czas bywać tam osobiście.

    - Chyba nie podjąłbym inwestycyjnego ryzyka, gdybym nie znalazł na miejscu odpowiedniego kandydata na kierownika budowy - wspomina. - Miałem szczęście, bo trafiłem na człowieka opatrznościowego: doskonałego fachowca, który potrafił zorganizować równie profesjonalną ekipę. Byłem zaskoczony nie tylko poziomem umiejętności, lecz jeszcze bardziej solidnością, punktualnością i uczciwością tych ludzi. Miało się to nijak do wszystkich straszliwych opowieści o budowaniu domu.

    Jak się okazuje, dom nie wymagał żadnej poprawki i do dzisiaj prawie wszystko funkcjonuje w nim bez zarzutu.

    Dla każdego coś dobrego

    Wnętrze domu składa się z trzech części. Środkowa, w której całą powierzchnię zajmuje pokój dzienny z częścią jadalną i kuchnią, to część dzienna. Po jej jednej stronie urządzono pokój gościnny, po drugiej jest część prywatna - czyli pokój pana domu. Oprócz sypialni znajduje się tu łazienka i osobne w.c. Z niewielkiego korytarza prowadzi wejście na dół do piwniczki z urządzeniami grzewczymi i półkami na butelki wina.

    - Ponieważ ściana oddzielająca salon od pokoju gościnnego wydała mi się monotonna, zaprojektowałem w jej górnej części antresolę. Można w niej sypiać albo obserwować gości zgromadzonych w pokoju dziennym. Bardzo lubią chować się tam odwiedzające mnie dzieci - opowiada właściciel. Wchodzi się tam po drabinie na kółkach, przesuwanej wzdłuż ściany.

  • Ściany wewnętrzne (podobnie jak zewnętrzne) obito deskami, drewniane są także podłogi. Jedynie ściana w salonie, do której przylega kominek, jest wymurowana z cegieł i pokryta białym tynkiem. Po obu stronach kominka zaprojektowano półki na książki.

    Urządzanie bez pośpiechu

    - Nie znoszę gromadzenia w domu niepotrzebnych gratów, które szkoda wyrzucić na śmietnik, gdzie ich miejsce. Zależało mi na tym, by wszystko, co się znajdzie we wnętrzach, odpowiadało potrzebom i wyobrażeniom. Dlatego, choć dom powstał już jakiś czas temu, wciąż może komuś wydawać się pusty. Mnie to nie martwi - mówi nasz gospodarz. Przy urządzaniu domu trzyma się zasady: warto szukać dłużej, ale z lepszym skutkiem.

    Po licznych przymiarkach okazało się, że najlepiej pasują do wnętrza meble z Ikei, potem znalazły się tu także przedmioty pochodzące z innych firm (np. Bo Concept). Niektóre meble, np. ławy i skrzynie, wykonali stolarze pracujący przy budowie domu.

    - Uważam, że każdemu nowemu przedmiotowi trzeba dać szansę zaadaptowania się do całości - twierdzi właściciel. - Tak tworzy się to, co najbardziej cenne - atmosfera wnętrza. Wtedy możliwe są przyjemne niespodzianki. Kiedyś w Londynie zobaczyłem plakat reklamujący wystawę grupy Shakersów. Członkowie tej dziewiętnastowiecznej sekty religijnej zasłynęli jako twórcy rustykalnego stylu w meblarstwie. Ich wyroby cieszą się niesłabnącym powodzeniem. Plakat był tak duży, że kiedy oprawiłem go w Warszawie, musiałem wynająć półciężarówkę, żeby przetransportować go na wieś.

    Teraz plakat jest ozdobą salonu, głównym akcentem dekoracyjnym.

    Ogród na wyciągnięcie ręki

    Działka kupiona przez naszego gospodarza była kawałkiem ugoru - piaszczysta ziemia porośnięta rachitycznymi drzewkami i dzikimi krzakami. Wydawało się, że urządzenie na niej atrakcyjnego ogrodu będzie bardzo trudne. Tymczasem, zaledwie po kilku latach od pojawienia się "kolonizatora", jej wygląd zmienił się w sposób zasadniczy.

    - Nie mam szczególnych zamiłowań ogrodniczych - śmieje się właściciel. - Kupiłem po prostu kilka gatunków drzew i posadziłem je w taki sposób, by środek parceli pozostał pusty. Lubię mieć swobodną przestrzeń pod oknami.

    - Sam się zastanawiam, jak to się dzieje, że te same drzewa za płotem nadal są karłowate, natomiast moje wybujały niezwykle. I ciągle rosną. Może w ten sposób dają mi jakiś znak - starają się zachęcić, żebym zamieszkał pomiędzy nimi na zawsze? Niczego nie wykluczam. To jest przecież dom na każdą pogodę i na każdy czas.



    Dom jednorodzinny, parterowy, w technologii szkieletu drewnianego

    Autor projektu: Właściciel domu we współpracy z zaprzyjaźnionymi architektami

    Powierzchnia użytkowa domu z wiatą garażową: 153 m2

    Powierzchnia działki: 2200 m2

    Skomentuj:

    Dom na każdą pogodę