Dom spod ręki architekta

Tekst Agata Drogowska; Zdjęcia Wojciech Idźkowski, Maciej Augustyniak/TAMTAM

Dobra współpraca pomiędzy właścicielami domu a projektantami to satysfakcja dla obu stron. Zazwyczaj z takich kontaktów rodzi się też udany dom.

Barbara i Tadeusz przez wiele lat mieszkali w zwykłym blokowym mieszkaniu w centrum miasta i mieli już dosyć tamtego życia. Marzyli o tym, by uciec od ciasnoty, hałasu i ciągłego pośpiechu. Nowy dom miał być pierwszym i najważniejszym etapem zmian. Kiedy zdecydowali się na budowę, szukali zatem działki w cichym i spokojnym miejscu, możliwie najdalej od miejskiego zgiełku. Chcieli mieć wkoło siebie dużo przestrzeni i wiejski krajobraz. Marzyli o miejscu, gdzie domy nie będą się tłoczyć jeden obok drugiego, a ich mieszkańcy - zaglądać sobie w okna.

Szczęśliwie odpowiednio dużą i ładnie położoną działkę w ich okolicy znaleźć nietrudno, więc szybko stali się posiadaczami prawie hektara gruntu. Wkrótce stanął na nim upragniony, wygodny dom. Dziś pani domu, która wyśmienicie gotuje, w prawie wszystkie produkty spożywcze zaopatruje się u zaprzyjaźnionych gospodarzy. Dzięki temu w jej kuchni pachnie prawdziwym świeżym masłem i serem, chlebem pieczonym bez polepszaczy i jarzynami dojrzewającymi na polu, a nie w magazynie.

Tworzenie domu

Projekt domu powstał w niewielkim biurze architektonicznym z pobliskiej miejscowości. Nasi gospodarze, jeszcze zanim zaczęli szu- kać działki, postanowili zamówić projekt indywidualny, by ich dom był możliwie najlepiej dostosowany do ich potrzeb i do miejsca, w którym stanie. Od razu więc odrzucili oferty firm proponujących rozmaite projekty gotowe. Ponieważ chcieli, by to architekci sprawowali nadzór autorski nad budową, poszukiwania odpowiedniego biura architektonicznego ograniczono do najbliższej okolicy.

Na własną rękę

Zbudowali wygodny, rozłożysty dom z niewielkim poddaszem, którego zagospodarowanie odłożyli na później. Wnętrza nowego domu urządzali samodzielnie. Zdecydowali, że w części dziennej domu podłogi wykończone będą terakotą, a w części o charakterze prywatnym ułożą wykładziny. Na ściany przyklejono tapety o intensywnych barwach. Jedynie w aranżacji łazienek i gabinetu gospodarza pomagali projektanci.

Do wystroju gabinetu pan domu przywiązywał szczególną wagę. Jako prywatny przedsiębiorca potrzebował wygodnego miejsca do pracy w domu - wiadomo, kiedy prowadzi się samodzielnie interesy, praca nie kończy się punkt siedemnasta, po wyjściu z biura. Zgodnie z marzeniami właściciela gabinet miał być utrzymany w stylu angielskim: z dużą biblioteką i specjalnym miejscem na wybrany obraz. Pozostałe pomieszczenia domu wykończono bardziej współcześnie, w znacznie jaśniejszej tonacji.

Pani Barbara uwagę skupiła przede wszystkim na ogrodzie. Dom otacza wspaniale zagospodarowany park z małym stawem. Ponieważ oboje gospodarze ukończyli Akademię Rolniczą, do urządzania terenu wokół domu zabierali się z radością i pasją, którą widać od razu po wejściu na teren posesji. To pani Barbara decydowała i cały czas decyduje o doborze gatunków roślin oraz ich układzie, kierując się przy tym wiedzą wyniesioną ze studiów. W pracach fizycznych pomaga jej ogrodnik - sama nie zdołałaby zadbać o tak duży teren.

Prace związane z urządzaniem domu oraz otoczenia dały gospodarzom sporo satysfakcji. Po trzech latach życia w nowym miejscu nadszedł jednak czas na zmiany.

Wymagająca pasja

Wraz z rozkwitem firmy Tadeusza gospodarze mogli poświęcić się swojej pasji - sztuce. Zaczęli tworzyć własną kolekcję malarstwa współczesnego. Mają kilka ulubionych nazwisk: Stanisław Fijałkowski, Andrzej Wróblewski i Leszek Rózga - to ich obrazy zaczęły zapełniać ściany domu. Szczególnie zaprzyjaźnili się z profesorem Fijałkowskim: pani Barbara z dumą pokazuje obraz na kominku, który został jej zadedykowany. Inny lubiany przez nich twórca - Andrzej Wróblewski - już nie żyje, ale gospodarze utrzymują kontakt z jego córką. Kolekcja cały czas się rozrasta.

- Całe szczęście, że w tak dużym domu nie brakuje ścian, na których można eksponować wszystkie nabytki - śmieją się właściciele, pokazując gościom swoje zbiory.

Sztuka to wymagająca pasja. Żeby można było odkrywać wszystkie walory obrazów, potrzebne jest odpowiednie otoczenie. Wraz z rozbudową kolekcji okazało się, że urządzone przez gospodarzy wnętrza stylem i kolorystyką przyćmiewają urodę powściągliwego, minimalistycznego malarstwa. Barbara i Tadeusz zdecydowali się więc na radykalne zmiany w wystroju domu. Zapoczątkowała je decyzja zagospodarowania nieużywanego do tej pory poddasza.

Zaufać fachowcowi

Od dwóch lat Barbara i Tadeusz współpracują z architektem wnętrz - Kariną Snuszką. Ich znajomość datuje się od czasu, gdy Karina pomagała panu Tadeuszowi urządzać wnętrza siedziby jego firmy. Wtedy szybko okazało się, że świetnie się dogadują i rozumieją. Nic więc dziwnego, że gospodarz poprosił projektantkę o pomoc w urządzeniu domu. Karina stała się nie tylko doradcą, ale i przyjaciółką właścicieli. Namówiła ich na urządzenie na poddaszu sypialni z prawdziwego zdarzenia - z garderobą i piękną łazienką. Samodzielnie urządziła to wnętrze, dobierając wszystkie jego elementy, szczegół po szczególe. Gospodarzom bardzo spodobał się efekt i teraz, korzystając z blisko sześćdziesięciometrowej przestrzeni, odpoczywają tu jak nigdzie indziej.

W ich starej, znacznie mniejszej sypialni urządzono pokój gościnny, a w dawnym pokoju gościnnym zamieszkała mama gospodarzy. Na nowo urządzono również pokój 24-letniej córki, studentki ekonomii.

Część dzienna domu, choć wolniej, także się zmienia. Zrezygnowano z tapet i intensywnej kolorystyki ścian. Nowe, jednobarwne powierzchnie są zdecydowanie lepszym tłem dla wspaniałej kolekcji sztuki. Karina na nowo porozwieszała obrazy i rzeźby, które dzięki temu stały się prawdziwą ozdobą wnętrza. Przybyło wiele nowych detali, na nowo zaaranżowano okna, a dużą płaszczyznę terakoty w salonie Karina planuje nakryć dywanem, aby ulubione miejsce spotkań domowników stało się bardziej przytulne i zaciszne. W porozumieniu z gospodarzami projektantka wybrała też kanapy do salonu i wygodny stół z krzesłami - do jadalni.

Gospodarze zaufali młodej architektce i dali jej dużo swobody. Docenili jej pracę, a teraz wspólnie cieszą się z efektów i planują następne poczynania. Cała trójka zgodnie podkreśla, że najważniejsze jest obopólne zrozumienie.

- Kiedy ma się do czynienia z fachowcem, warto mu zaufać - mówi pan Tadeusz. - Przecież my nie musimy, a nawet nie powinniśmy udawać, że znamy się na wszystkim. Zresztą sprawdziliśmy to na własnej skórze: obecny wystrój naszego domu, choć nie wyszedł spod naszej ręki, znacznie bardziej nam odpowiada niż to, co wcześniej wybieraliśmy sami. Nie ma to jak profesjonalizm.



Dom jednorodzinny, parterowy z częściowo użytkowym poddaszem

Autorzy projektu: Zbigniew Nowak i Włodzimierz Podonowski

Aranżacja wnętrz: Karina Snuszka

Powierzchnia domu: 250 m2

Powierzchnia działki: 7000 m2

Mieszkańcy: 4 dorosłe osoby

Skomentuj:

Dom spod ręki architekta