Przyzwyczailiśmy się do domu

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Przekonaliśmy się, że miejskie bloki są nie dla nas. Ściany mieszkań strasznie nas ograniczały

Tak mieszkaliśmy

Przed ślubem obydwoje mieszkaliśmy w domach jednorodzinnych. Wtedy nie zastanawialiśmy się nad tym, gdzie w przyszłości chcielibyśmy mieszkać.

Kiedy założyliśmy rodzinę, też nie było dla nas jasne, czy ciągnie nas do miasta, czy na wieś. Chcieliśmy być, jak to się mówi, na swoim i wydawało się nam obojętne - gdzie to "swoje" będzie. Mieszkając jeszcze u moich rodziców, szukaliśmy więc mieszkania w jakimś nowo wybudowanym osiedlu.

Obejrzeliśmy ich wiele, ale w każdym czegoś nam brakowało. Wtedy jeszcze nie czuliśmy, że mankamentem wszystkich tych mieszkań był brak "oddechu", swobody i bezpośredniego kontaktu z przyrodą, do których byliśmy przyzwyczajeni w dzieciństwie. Po wielu nieudanych przymiarkach do zakupu mieszkania w końcu zrezygnowaliśmy. Postanowiliśmy, że zbudujemy dom.

Było nam o tyle łatwiej, że rodzice przepisali na nas działkę, która od dawna była ich własnością. Parcela położona na terenach rolnych w 2001 roku szczęśliwie dla nas została "odrolniona"- mniej więcej wtedy, gdy zostaliśmy jej właścicielami.

Droga do domu

Działka ma 1000 m2 powierzchni - to niewiele, ale nam absolutnie wystarcza, tym bardziej że z doświadczenia rodziców wiemy, że pielęgnacja zieleni wokół domu to ciężka praca.

Szczęśliwie nie zraził nas kształt parceli - wydzielona z dawnego wąskiego pasa pola ma tylko 23 metry szerokości i jest bardzo długa. Ma za to wiele innych, ważnych dla nas zalet, w tym dostęp do mediów - elektryczności, gazu, wodociągu, a także atrakcyjne położenie przy niezbyt ruchliwej drodze z łatwym i wygodnym dostępem do miasta. W zasięgu kilometra są też: przedszkole, szkoła, ośrodek zdrowia, poczta i podstawowe sklepy - co jest dla nas szczególnie ważne ze względu na dzieci.

Gotowy projekt domu wyszukała Edyta. Zaproponowany przez nią niezbyt wysoki budynek pasuje do otoczenia, a otwarta przestrzeń parteru daje nam wrażenie przestronności, którą bardzo sobie cenimy. Spodobała się nam też zwarta bryła budynku - oszczędna i elegancka.

Dom, zgodnie z narzuconymi nam warunkami zabudowy posesji, stanął na końcu parceli, 25 metrów od wjazdu.

Z perspektywy minionych trzech lat to odsunięcie od drogi oceniamy bardzo pozytywnie - mamy większą intymność i spokój. Droga, choć niezbyt intensywnie, jest jednak przez całą dobę użytkowana, tym bardziej że jeżdżą po niej autobusy podmiejskie.

Pieniądze nie takie straszne

Zależało nam na tym, by dom został wzniesiony z solidnych materiałów. Kładłem na to szczególny nacisk, argumentując, że wykończenie i wyposażenie wnętrz można zmieniać, gorzej z fundamentami, murami i dachem. Woleliśmy więc nie oszczędzać na jakości materiałów budowlanych, bo to one decydują o długowieczności budynku, a w ramach oszczędności poczekać z bardziej luksusowym wyposażeniem wnętrz.

Od razu wiedzieliśmy, że dom starannie ocieplimy, aby rachunki za ogrzewanie były mniejsze. Od razu też zapadła decyzja, że dach pokryjemy dachówką ceramiczną oraz że kupimy dobre okna i drzwi.

Solidne ocieplanie budynku zaczęliśmy od fundamentów. Na ściany domu wybraliśmy bloczki Ytong, które mają dobrą izolacyjność cieplną i nie wymagają dodatkowego ocieplania styropianem czy wełną mineralną. Dach ociepliliśmy 25-centymetrową warstwą wełny mineralnej.

Dom ogrzewamy gazowym piecem c.o. i tylko w łazienkach zastosowaliśmy elektryczne ogrzewanie podłogowe. Żeliwny wkład kominkowy (bez rozprowadzenia ciepła do innych pomieszczeń) wykorzystujemy doraźnie, ale jest tak wydajny, że dziś żałujemy, iż nie zamontowaliśmy rur rozprowadzających ciepło na piętro.

Do pierwszego, w pełni własnego rodzinnego gniazda wprowadziliśmy się pięć lat po ślubie. Dziś jesteśmy bardzo zadowoleni z tej decyzji, a naszą radość podzielają hasające po ogrodzie dzieci: sześcioletnia Agatka i ośmioletni Paweł. Nawet pracę zawodową udało się nam zorganizować w taki sposób, by uniknąć dalekich dojazdów. To wszystko przekonało nas, że jeśli się czegoś bardzo chce, można naprawdę wiele zrobić i wszystko się może udać!

Tych, którzy nie obawiają się pracy przy domu i w ogrodzie, namawiamy do pójścia w nasze ślady. Naprawdę warto!

    Więcej o:

Skomentuj:

Przyzwyczailiśmy się do domu