Inny niż w planach

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Miał być piękny dwór. Na razie cieszymy się domem z zupełnie innej bajki. Ale mamy za to ogród, świeże powietrze i nadzieję, że kiedyś uda nam się stworzyć dom z marzeń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak mieszkaliśmy

Szukanie działki z myślą o budowie domu rozpoczęliśmy od razu po ślubie, bo nasze mieszkanko miało zaledwie 41,5 m2 powierzchni. Ziemia wokół Warszawy jest jednak droga, więc po pierwszym rekonesansie wycofaliśmy się z pierwotnego zamiaru - zamiast działki postanowiliśmy kupić większe mieszkanie. Już nawet wybraliśmy miejsce, gdzie chcieliśmy zamieszkać: skarpę ursynowską. Początkowo przymierzaliśmy się do zakupu mieszkania między 80 a 120 m2, bo mamy dwoje małych dzieci. Niestety, ceny mieszkań poraziły nas jeszcze bardziej niż ceny ziemi - studwudziestometrowe w stanie surowym kosztowało - bagatela - 420 000 zł! Szukaliśmy wytrwale dalej, ale bez powodzenia. Było albo za drogo, albo za tłoczno.

Późną jesienią 2004 roku zadzwonili do nas znajomi z wiadomością, że właśnie kupują dom pod Warszawą. Namawiali, żebyśmy koniecznie przyjechali, bo wypatrzyli w pobliżu coś dla nas. Ponieważ mój mąż był w tamtym okresie bardzo zajęty, pojechałam sama i wróciłam nie do końca przekonana. Przeraziła mnie odległość - aż 40 km od miasta! Jeszcze niedawno, gdy oglądaliśmy działki, zważałam na każdy metr, aby uniknąć dalekich dojazdów do pracy. W ponurej jesiennej szarudze nie obroniła się też okolica.

Po Nowym Roku pojechaliśmy tam ponownie, już z mężem. Bogdan obejrzał dom. Poszliśmy w plener. Tym razem pogoda nam sprzyjała, a i dom wydał mi się jakiś ładniejszy. Okazało się, że cena domu odpowiada mniej więcej równowartości naszego mieszkania. Po powrocie do Warszawy mąż powiedział:

- Ewa, dom stoi, działka jest duża, okolica ładna i zdrowa - kupujemy!

Pieniądze nie takie straszne

Ponieważ zależało nam na czasie, a nie udawało nam się szybko sprzedać mieszkania, ani zaciągnąć kredytu hipotecznego (mąż właśnie zmieniał pracę), skorzystałam z oferty jednego z banków, który proponował specjalny kredyt udzielany osobom wykonującym tzw. zawód zaufania publicznego. A że jestem lekarzem, przyznano mi kredyt niemal od ręki. Ten krok rozwiązał nasze problemy. Potem sprawy potoczyły się już bardzo szybko.

Zapłaciliśmy za działkę i dom 290 000 zł, a resztę pieniędzy z kredytu przeznaczyliśmy na wyposażenie budynku. Pieniędzy wystarczyło na wykończenie kuchni, założenie w łazienkach ogrzewania podłogowego i położenie podłóg w całym budynku, a także na zbudowanie drewnianego tarasu na tyłach domu. Przeprowadziliśmy się na początku sierpnia 2005 roku. Dom ogrzewamy gazem, ale zainstalowaliśmy w nim również wkład kominkowy z rozprowadzeniem ciepła do wszystkich pomieszczeń, traktując go jako dodatkowe, całoroczne i tanie źródło ciepła.

Dom jest wygodny i każdy ma w nim swój kąt. Jest tu wystarczająco dużo miejsca do przyjmowania gości. Oprócz sporej strefy dziennej (kuchni połączonej z jadalnią i salonem) mieszczą się pod jego dachem jeszcze trzy prywatne pokoje, dwie łazienki, sień z korytarzem i garaż. Latem budynek rozrasta się o duży taras. No i oczywiście o wielki ogród, w którym uwielbiają buszować nasze dzieci - Hania i Jasiek.

Droga do domu

Kupując ten dom, poszliśmy na pewien kompromis, bo nie wszystko się nam w nim podoba - można nawet powiedzieć, że jest zaprzeczeniem tego, o czym marzyliśmy. Śnił nam się prawdziwy dwór polski kryty osikowymi wiórami, z użytkowym poddaszem, ale... taki dwór byłby o wiele droższy i długo nie byłoby nas na niego stać. Choć denerwujące jest to, że dom wykończono tanimi materiałami, doceniamy staranie architekta i wykonawcy, by stworzyć obiekt dostępny dla przeciętnie zarabiającego inwestora. W przyszłości zamierzamy wymienić okna i drzwi wejściowe, a może nawet rozbudować dom i lepiej go wykończyć. Konstrukcja budynku (ściany z betonu komórkowego, ocieplone styropianem) i prosta forma na pewno pozwolą na przebudowę. Snujemy już pierwsze plany. Najważniejsze, że teraz mamy nareszcie własny dach nad głową i nie gnieździmy się w ciasnym mieszkaniu, a dzieci zażywają swobody oraz świeżego powietrza.

Wszyscy pokochaliśmy również okolicę. Jest naprawdę piękna, nie widać tego tylko w najbardziej szare, jesienne dni.

    Więcej o:

Skomentuj:

Inny niż w planach