Podmiejskie wnętrze

Stylizacja i tekst: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Sylwester Rejmer

Działka pod miastem miała być tylko dobrą inwestycją. Potem zaczęli w wyobraźni wznosić na niej dom. W końcu wybudowali go naprawdę.

Nasi gospodarze, Justyna i Rafał, są małżeństwem z kilkuletnim stażem. Justyna zajmuje się marketingiem, Rafał prowadzi własną firmę. Jak wielu młodych ludzi najpierw wynajmowali mieszkanie. Po roku zdecydowali się kupić własne, 48-metrowe. Żyło im się w nim całkiem dobrze, ale gdy na świecie pojawił się Krzyś, zaczął im nieco doskwierać ograniczony metraż. W rozmowach coraz częściej przewijał się temat zmiany mieszkania na większe. Mniej więcej w tym czasie ich przyjaciele znaleźli niedaleko Nadarzyna działki budowlane w bardzo atrakcyjnej cenie. Justyna i Rafał pojechali obejrzeć z nimi to miejsce właściwie tylko dla towarzystwa, ponieważ nigdy wcześniej nie mieli w planach budowy domu, zwłaszcza poza Warszawą. I tu sprawdziło się stare przysłowie: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Bo kiedy zobaczyli piekny las i dużo zieleni wokół, zrobiło im się żal...

Decyzję o kupieniu działki podjęli bardzo szybko - początkowo miała to być tylko inwestycja. Stało się jednak inaczej: postanowili tu zamieszkać. Przez pół roku szukali odpowiedniego projektu. Gotowe nie spełniały ich oczekiwań, zawsze znajdowali jakieś "ale". Wreszcie zwrócili się pomoc do architekta Mikołaja Gierycha, który zaoferował nie tylko przygotowanie projektu, ale również pomoc w załatwianiu wszelkich urzędowych spraw oraz nadzór nad całą budową. Bardzo chętnie na to przystali. Parterowy dom, a przy nim ogród - tak miała wyglądać ich rodzinna przystań. Zależało im również, by część dzienna była wyraźnie oddzielona od prywatnej, nocnej. I tak właśnie jest. W tej pierwszej znajduje się SALON, KUCHNIA z jadalnią, gabinet i toaleta, natomiast w drugiej, usytuowanej w głębi domu - trzy SYPIALNIE i dwie ŁAZIENKI.

Aranżacją wnętrz zajęła się Justyna, ale wszystkie decyzje konsultowała oczywiście z Rafałem. Dziś przyznają, że był to bardzo gorący czas; nie obeszło się bez długich dyskusji i kompromisów. Na szczęście przyświecał im ten sam cel - zaaranżowanie miejsca przytulnego, funkcjonalnego, a przede wszystkim bezpiecznego dla małego Krzysia. Inspiracji szukali w pismach wnętrzarskich, również w "Czterech Kątach" - tu znaleźli między innymi pomysł na bibliotekę i na niektóre meble. Wystrój miał być nowoczesny, ale nie zimny, stąd elementy w elektryzującym czerwonym kolorze. Zależało im również na jak największej przestrzeni, dlatego do minimum starali się ograniczyć liczbę domowych sprzętów. W planach maja jeszcze urządzenie słodkowodnego akwarium. Będzie nie tylko ozdobą - rodzice mają nadzieję, że obserwowanie wodnego życia sprawi Krzysiowi wiele radości.

W przydomowym ogrodzie gospodarze posadzili rośliny, którym nie trzeba poświęcać zbyt wiele czasu, bo nie narzekają na jego nadmiar. Rosną tu głównie iglaki, jest też kilka bukszpanów, berberysów i magnolii. Latem pachnie lawenda, a czasem - jak zdradza z uśmiechem Justyna - także... grill. Sąsiadami są przecież ich bliscy znajomi, dzięki którym zdecydowali się zamieszkać za miastem. Tradycją stało się już wspólne letnie biesiadowanie.

Skomentuj:

Podmiejskie wnętrze