Dom Szaroszyków na skarpie

Andrzej Markowski Zdjęcia: Roman Andrasik

To nie jest zwykły dom. Zaprojektowało go dla siebie małżeństwo architektów. Postawiony na wąskiej działce zadziwia formą, powściągliwą kolorystyką i niekonwencjonalnymi rozwiązaniami we wnętrzach.

Kiedy więc osiem lat temu zdecydowali się budować dom, nie mieli wątpliwości, gdzie szukać odpowiedniej działki. Ta, na którą ostatecznie się zdecydowali, położona była na skraju pełnego zieleni, malowniczego zagłębienia terenu z rozległym widokiem, po słonecznej stronie, w otoczeniu warzywniczo-sadowniczych gospodarstw. Parcela była bardzo wąska i sąsiadowała z drugą równie wąską, będącą własnością zaprzyjaźnionej osoby. Początkowo właściciele obu działek planowali wzniesienie dwóch domów bliźniaczych Jednak kiedy sąsiad zaniechał planów inwestycyjnych, Dorota i Piotr Szaroszykowie musieli zaprojektować dom jedynie dla własnej rodziny.

Dom stoi na wysokiej skarpie wiślanej poprzecinanej parowami wypełnionymi bujną roślinnością. Rozległy widok na pradolinę rzeki, z rzadka rozsiane gospodarstwa zanurzone w kępach starych drzew - wydaje się, że ta okolica trwa poza czasem, chociaż w latach dziewięćdziesiątych miasto zbliżyło się do niej niebezpiecznie blisko. Aż trudno uwierzyć, że jesteśmy na Ursynowie - w jednej z dynamiczniej zabudowywanych dzielnic Warszawy.

Spełnione marzenie

Piotr Szaroszyk - warszawski architekt - odkrył to miejsce przed dziesięciu laty, kiedy projektował tu dom dla swojego klienta. Tamten dom nie powstał, ale państwo Szaroszykowie (żona Dorota jest projektantem wnętrz) mieli okazję poznania tej, wówczas podwarszawskiej, osady. - To było dla nas objawienie - mówią z widoczną emocją, choć od tamtej chwili upłynęło tak wiele czasu. - Już wtedy chcieliśmy tu zamieszkać.

Radości i rozczarowania

Państwo Szaroszykowie planowali większy dom od tego, który ostatecznie został zbudowany. Chcieli mu nadać także nieco odmienny kształt. Okazało się jednak, że ze względów formalnych nie mogli zrealizować pierwotnego projektu. Musieli ograniczyć wysokość domu i odstąpić od zbudowania piwnic. Ale najgorsze co ich spotkało, to wiadomość o planach budowy drogi szybkiego ruchu w "ich" malowniczej dolince, widzianej od strony ogrodu. - Dowiedzieliśmy się o tym wszystkim w trakcie projektowania domu. Byliśmy tym tak zniechęceni, że przez chwilę chcieliśmy sprzedać działkę i poszukać czegoś w innej okolicy. W końcu jednak otrząsnęliśmy i postanowiliśmy tutaj pozostać. Powstał kolejny projekt, uwzględniający te nowe okoliczności - opowiadają.

W rezultacie na działce stanął wąski, skromny i stosunkowo niewielki dom. Przykryty prostym dwuspadowym dachem, stoi szczytem do ulicy. - Nasza stodoła - mówią architekci, podkreślając zarazem swoją wolę nawiązania kształtem i proporcjami domu do stojących jeszcze gdzieniegdzie w okolicy wiejskich gospodarstw. Do wykończenia budynku wykorzystano kamień i drewno. - Podoba się nam ich naturalne piękno, różnorodność faktury, ich wzajemne przenikanie się, dopełnianie - mówią właściciele. - Materiały, jakie zastosowaliśmy, nie wymagają dodatkowej kosmetyki. Kryje się w tym jednak pewne ryzyko. Na etapie projektowania trudno przewidzieć efekt końcowy. Zależy on przede wszystkim od jakości wykonania, które zwłaszcza w odniesieniu do tych materiałów powinno być najwyższej klasy. Tu widzi się każdą fuszerkę. Z drugiej strony jest to dla projektanta okazja do kontaktu z doskonałymi rzemieślnikami. Obserwowanie ich pracy daje wiele satysfakcji. Dla naszych kamieniarzy to było nowe, nieznane doświadczenie. I może dzięki temu ściana ma bardzo naturalny wygląd, ujawniający w pełni urodę kazimierskiego kamienia.

Nomen omen?

Cechą charakterystyczną domu, poza zaskakującą w swojej prostocie formą, jest jednolity, jasnoszary koloryt, począwszy od dachu, poprzez zewnętrzne ściany i ramy okienne, drzwi, drewniane elementy wystroju elewacji aż po zdobiącą ją kamieniarkę. Kolor potęguje wrażenie jednorodności bryły budynku.

W projekcie właściciele nie zakładali takiego rozwiązania. Planowali zachowanie naturalnej kolorystyki przewidzianych do budowy materiałów. Ostatecznie zrealizowana koncepcja była wynikiem ograniczonych jeszcze wtedy możliwości rynkowych. Kiedy nie mogli nigdzie kupić blachy cynkowej w naturalnym kolorze, jaką początkowo zamierzali pokryć dach, zdecydowali się użyć blachy o odcieniu jasnoszarym i do niej postanowili dostosować kolorystykę całego budynku.

Jak się wkrótce okazało, szary kolor wcale nie ułatwił państwu Szaroszykom życia. O ile kupienie odpowiedniej farby do pomalowania elewacji nie przedstawiało większych kłopotów, o tyle znalezienie impregnatu do drewna w dopasowanym kolorze nastręczało już spore trudności. Okazało się bowiem, że potrzebny odcień produkuje tylko jedna firma działająca na polskim rynku. Trudno było też znaleźć farbę do pokrycia ram okiennych; trzeba więc było je zrobić na zamówienie. - Cieszymy się, że to co udało się nam osiągnąć, pozostaje w opozycji do panującej mody. We współczesnym budownictwie panuje bowiem tendencja do używania agresywnych barw, które nijak się nie mają do kształtu wznoszonych domów.

W dążeniu do doskonałości

Wszystkie ograniczenia i wynikająca z nich architektoniczna forma budynku miały zasadniczy wpływ na ukształtowanie wnętrza. Pomimo braku okien w jednej z bocznych elewacji, dom jest pełen światła. A wszystko dzięki świadomym architektonicznym zabiegom właścicieli. - Zawsze namawiałem moich klientów do redukcji programu, a nie do redukcji powierzchni. Nie tworząc skomplikowanego labiryntu osobnych pomieszczeń, na przykład pokoju dziennego, jadalni i gabinetu, można uzyskać atrakcyjną, jednorodną, otwartą przestrzeń. Kuchnia, salon i jego część jadalna tworzą piękną, jasną całość - otwartą na przestrzał od widocznego z okien kuchni frontowego podwórka do ogrodu będącego naturalnym przedłużeniem pokoju dziennego. Kierując się tą samą zasadą redukcji, właściciele umieścili łazienkę w sypialni, a bibliotekę w korytarzu. - Nie chcieliśmy mieć małej łazienki, a tylko taka mogła się zmieścić na piętrze w sąsiedztwie naszej sypialni, stąd pomysł, żeby ją zrobić bezpośrednio w tym pomieszczeniu. Dzięki temu mamy dużą sypialnię i dużą łazienkę. To rozwiązanie wywołało konsternację wśród przedstawicieli starszego pokolenia naszej rodziny. Ale my jesteśmy zadowoleni, zwłaszcza że udało się temu pomysłowi nadać ładną formę. A w miejscu przeznaczonym dawniej na łazienkę jest funkcjonalna kabina kąpielowa. Początkowo nie było też miejsca na oddzielną bibliotekę, dlatego gospodarze za najstosowniejsze miejsce na książki uznali otwarty na klatkę schodową hol, z którego prowadzą drzwi do poszczególnych pomieszczeń. W domu jest jeszcze niewiele mebli. Gospodarze zbierają siły i środki przed czekającymi ich zadaniami. - Najważniejsze, że jest gdzie spać, myć się, gotować i pracować. Nie chcemy wstawiać do domu byle jakich mebli. To, co udało się zrobić dotychczas - elementy wyposażenia domu i jakość robót wykończeniowych - jest najwyższej klasy. Drzwi i ramy okienne, półki na książki i zabudowa garderoby, wewnętrzne schody i posadzki, obróbki kamieniarskie, utensylia łazienkowe i urządzenia kuchenne - wszystko cechuje perfekcyjne wykonanie i indywidualny, ale bardzo dobry gust. I funkcjonalność.

Skomentuj:

Dom Szaroszyków na skarpie