Z dziadkami u dziadków

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Tym, którzy myślą o adaptacji starego budynku na dom dla siebie, radzimy przeanalizować, czy rzeczywiście warto modernizować stare mury. My zdecydowaliśmy się na taki krok, ale wcale nie jesteśmy pewni, czy to było najlepsze rozwiązanie.

Solidna murowana konstrukcja domu dziadków skłoniła nas do podjęcia decyzji o jego modernizacji i rozbudowie. Dzięki temu udało się nam oszczędzić trochę na kosztach budowy i nie musieliśmy od nowa prowadzić przyłączy. Wadą tego pomysłu okazało się jednak znaczące ograniczenie możliwości wyboru technologii budowy i rozwiązań architektonicznych. Nie mogliśmy również zmienić usytuowania budynku na działce - musiał zostać tam, gdzie stał. Tymczasem gdybyśmy budowali od nowa, dom na pewno znalazłby się w innym miejscu. Mimo to jesteśmy zadowoleni z osiągniętych przez nas efektów.

Droga do domu

W miejscu, gdzie obecnie mieszkamy, stał kiedyś murowany dom moich dziadków ze strony taty. Było to typowe rolne siedlisko z domem i otaczającymi go gruntami. Nieopodal tego parterowego budynku pokrytego dwuspadowym dachem mój ojciec postawił swoje rodzinne gniazdo, w którym wychowałam się z bratem. Po śmierci dziadków, podczas podziału majątku uradziliśmy, że mój brat zostanie w domu rodzinnym, natomiast rodzice i ja z mężem Pawłem zaadaptujemy na potrzeby dwóch rodzin dom dziadków. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy z Pawłem, czy przeprowadzimy się tu na stałe (mieszkaliśmy w Warszawie), czy też potraktujemy to miejsce wyłącznie jako weekendowy azyl. Ponieważ jednak rodzice bardzo chcieli zostać na rodzinnej ziemi, podjęliśmy decyzję o budowie całorocznej siedziby.

Wspólnie z autorem projektu i rodzicami zdecydowaliśmy, że w obrębie starego budynku powstanie część mieszkalna rodziców (80 m2), natomiast dla nas dobudujemy zupełnie nową, na nowych fundamentach.

Układ działki, przebiegające przez nią media do domu brata oraz względy oszczędnościowe sprawiły, że nasza część, w przeciwieństwie do części rodziców, musiała być dwukondygnacyjna.

Co nam się udało

Dwurodzinny dom zorganizowaliśmy jak dwa oddzielne gospodarstwa domowe. Tylko główne wejście mamy wspólne z rodzicami, natomiast przestrzeń mieszkalna, urządzenia i liczniki są dla każdego gospodarstwa osobne. To bardzo ułatwia życie, ponieważ zachowujemy potrzebną każdemu pokoleniu prywatność. Jednocześnie żyjemy w zgodzie i harmonii, pomagając sobie wzajemnie.

Udało się nam sprawnie połączyć istniejące fundamenty i mury z nowo dobudowanymi. Solidnie ociepliliśmy cały budynek, zgodnie ze współczesnymi standardami.

Naszą część zaprojektowaliśmy tak, by mogła służyć jako całoroczne miejsce do życia dla czworga domowników: z oddzielnymi łazienkami na każdej kondygnacji, z garderobami i pralnią przy sypialniach na piętrze (polecam to rozwiązanie), a nawet ze spiżarnią na parterze. I dobrze, że tak się stało, bo gdy budynek stanął, szybko zdecydowaliśmy się na wyprowadzkę z miasta.

Pieniądze nie takie straszne

Szczególną uwagę zwróciliśmy na izolację cieplną. Chcieliśmy bowiem, by dom, który pozostaje w rękach naszej rodziny już od trzech pokoleń, dobrze służył również kolejnym, i to bez konieczności przeprowadzania modernizacji.

Do starych, typowych dwuwarstwowych murów z pełnej cegły (z przestrzenią powietrzną między nimi) dobudowaliśmy również dwuwarstwowe ściany z pustaków ceramicznych i cegły dziurawki - tyle tylko, że przestrzeń między nimi wypełniliśmy warstwą styropianu (5 cm). Stare mury ociepliliśmy natomiast od zewnątrz, także styropianem (10 cm).

Istniejące fundamenty wzmocniliśmy betonowymi stemplami i ociepliliśmy w pionie (5 cm styropianu). Pod wspólną dla obu części budynku poziomą płytą fundamentową ułożyliśmy 10 cm styropianu. Ze względu na częściowo stare fundamenty i ściany na dachu zastosowaliśmy lżejsze od dachówki pokrycie z blachy (choć projektant przewidział pokrycie ceramiczne). Pod poszyciem dachu ułożyliśmy 20 cm wełny mineralnej. W całym domu wstawiliśmy drewniane, "ciepłe" okna.

Skwapliwie wykorzystaliśmy wszystkie media, w które uzbrojony był stary dom - elektryczność i wodociąg. Dołożyliśmy do tego przyłącze gazu ziemnego (mieszkamy tuż przy drodze, więc nie było kosztowne), żałując że w naszej okolicy nie ma kanalizacji (wywóz ścieków z szamba kosztuje nas już 2700 zł rocznie).

Choć od razu nastawialiśmy się na ogrzewanie domu przede wszystkim gazem ziemnym, żałujemy, że nie pomyśleliśmy o zamontowaniu systemu rur rozprowadzających ciepło z kominka po całym budynku. Przydałby się szczególnie w okresach przejściowych, kiedy jeszcze nie działa centralne ogrzewanie.

W łazienkach zainstalowaliśmy elektryczne maty grzejne, które znakomicie się sprawdzają, nie generując - dzięki automatycznemu sterowaniu - nadmiernych kosztów.

Ostatnio rozważamy kupno kolektorów słonecznych. Prawdopodobnie duży wydatek szybko by się zwrócił, bo korzystałyby z nich dwie rodziny.

Przed przystąpieniem do urządzania domu konsultowaliśmy się z architektem wnętrz. Dzięki jego radom rozwiązaliśmy wiele problemów. Przeznaczyliśmy na to 5 tys. zł i nie żałujemy.

Skomentuj:

Z dziadkami u dziadków