Loft w Nowym Jorku w stylu skandynawskim

Karolina Kowalska, zdjęcia: Matthew Williams/Photofoyer

Potrafi upiec tradycyjny chleb, zbudować stół, zaprojektować luksusowy mebel i oryginalny kapelusz. Razem z żoną, dziennikarką z zawodu, i trójką dzieci prowadzi szczęśliwe i intensywne życie w lofcie na Manhattanie.

Lampę wiszącą Tribeca zaprojektował gospodarz, Soren Rose dla marki Menu. Krzesła Church to konkursowy projekt Sorena dla kościoła anglikańskiego (stąd ich nazwa).
Lampę wiszącą Tribeca zaprojektował gospodarz, Soren Rose dla marki Menu. Krzesła Church to konkursowy projekt Sorena dla kościoła anglikańskiego (stąd ich nazwa).
fot. Matthew Williams/Photofoyer

Biuro i rodzinne gniazdko pod wspólnym dachem. Dla jednych koszmar, dla innych - spełnienie marzeń. Soren Rose należy do tej drugiej grupy. Pracuje w tym samym miejscu, w którym co rano serwuje swojej rodzinie - żonie Mette i trójce dzieci - śniadania. Sam ich nie jada, ale codziennie piecze dla wszystkich tradycyjny duński żytni chleb. Od roli męża i ojca do roli projektanta przechodzi bez najmniejszego wysiłku. - W Nowym Jorku biura w domu są bardzo popularne - mówi Soren, człowiek w nieodłącznym kapelusiku. - Dla mnie to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Przeprowadzając się tutaj, wiedziałem, że chcę spędzać z dziećmi jak najwięcej czasu. Gdybym miał oddzielne biuro, nie widywałbym ich. Na Manhattanie wychodzisz z domu wczesnym rankiem i wracasz późno wieczorem.

Polowanie na mieszkanie

Rodzina Rose przyjechała z Kopenhagi pięć lat temu. Soren śmieje się na pytanie, czy to był dla nich szok kulturowy.

- Tutaj w jedną noc więcej się dzieje w naszej najbliższej okolicy, niż w całej Kopenhadze - mówi. Dzięki swej czujności razem z żoną wytropili ciekawy lokal do mieszkania, w miejscu zamykającego się outletu. Natychmiast wyrazili chęć zagospodarowania go, a los im sprzyjał - sklep należał do Szwedki. Wzbili się na szczyty dyplomacji, by nie wyjść na oszalałych stalkerów. Podchody trwały miesiąc.

Właściciele mieszkania
Właściciele mieszkania
fot. Matthew Williams/Photofoyer

Kiedy w końcu doszło do spotkania, to właśnie nordycka krew była głównym sygnatariuszem porozumienia. Tym, co z miejsca ich urzekło, były przestrzeń i morze światła. Apartament mieści się w starym, poprzemysłowym budynku w samym sercu dzielnicy Tribeca na dolnym Manhattanie. Otwiera się na świat wielkimi oprawionymi w stalowe ramy oknami. I dodatkowo na niebo - świetlikami. - Lokal stał nietknięty chyba od lat 80. I miał "zdrowe kości" - śmieje się Soren. - Remont przed wprowadzeniem się był minimalny. Nie ruszaliśmy podłóg i ścian.

Urządzanie mieszkania po swojemu

Z całą resztą pomogli im ludzie z jego studia oraz firmy, z którymi współpracuje, np. producent lamp zadbał o oświetlenie. Największą zaś innowacją były przesuwne ściany, które podzieliły otwartą wcześniej przestrzeń loftu. Jednak funkcje, jakie im postanowili nadać, nie utrzymały się. Na przykład w miejscu, gdzie jest teraz salon, mieściło się biuro projektowe, obecne pomieszczenia biurowe były pokojami dzieci etc. - Po roku doznałem olśnienia - wspomina Soren. - I wszystko zmieniliśmy. Teraz pracę mam na górze, ta część domu funkcjonuje jako przestrzeń do biznesowych spotkań z klientami i burzy mózgów z producentami. Natomiast dawne biuro, wychodzące na ulicę, znacznie lepiej sprawdza się jako domowa część dzienna.

Ale apartament odgrywa jeszcze jedną rolę - showroomu i miejsca, gdzie testuje się prototypy mebli i dodatków sygnowane przez Sorena. Ciągle więc pojawiają się nowe rzeczy, które trzeba jakoś wciągnąć w przestrzeń, zintegrować z nią. Mette na szczęście nie protestuje i przywykła do "sprzętów na próbę", szukania dla nich miejsca, wymieniania na inne czy po prostu pozbywania się ich.

Mieszkanie to wyzwanie

- Jeśli coś nie działa w naszym życiu, to znaczy, że trzeba się z tym pożegnać - twierdzi Soren. - Duńskie przysłowie mówi, że na skale da się żyć. Czyli: do życia tak naprawdę niewiele potrzeba. Ta filozofia bardzo pasuje do Mette. Na hasło: wyrzucamy dywany, tylko by przyklasnęła.

Ich mieszkanie to wyzwanie. Nawet dla tak zdeklarowanego dziwaka jak Soren i takiej superminimalistki jak Mette. Wielkie otwarte przestrzenie są wspaniałe, ale też trochę niepraktyczne, kiedy ma się trójkę dzieci i chce pod tym samym dachem prowadzić w pełni profesjonalne biuro architektoniczne. To wymaga nieprawdopodobnej dyscypliny. Kiedy wychodzi się z domu, żeby odwieźć dzieci do szkoły i przedszkola, chciałoby się, żeby apartament wyglądał przyzwoicie, bo niedługo będzie się tu poważnie konferować. Czy czasem zdarza się, że wszystko wygląda na trochę "wczorajsze"? - Czasem? - Soren jest wyraźnie rozbawiony. - Codziennie!
Soren zachwyca samowystarczalnością. I Oryginalny plakat reklamowy Andy'ego Warhola z kampanii Chanel sprzez 30 lat. Okrągłe lustro The Captain z firmy BDDW, stołek barowy Edgar, projektu Sorena dla De La Espada.

W łazience nic się nie zmieniło - wygląda tak, jak ją zastali obecni właściciele. Jedyna rzecz, którą dołożyli od siebie to drabinkowy wieszak na ręczniki marki Menu.

Skomentuj:

Loft w Nowym Jorku w stylu skandynawskim